"Two people can look at the same thing and see it differently." - Justin Bieber

wtorek, 22 kwietnia 2014

Rozdział 15

- Pożałujesz tego, gnoju. - splunąłem. Poprawiłem mój cios, kopiąc go z podwójnie większą siłą. Nie mogąc przestać, usiadłem na nim, okładając go gdzie popadnie. Oddawałem mu silne ciosy, na które nie miał siły odpowiedzieć. Wstając, kopnąłem jeszcze raz jego brzuch. Wypluwając krew i dławiąc się spojrzał na mnie. - To dopiero początek mojej zemsty. - powiedziałem, przeszywając go wzrokiem. Następnie ujrzałem za sobą karetkę, do której na noszach wnosili Teranee. Moje serce intensywnie mnie ukłuło.


----------------------------------------------

 

Bez wahania pobiegłem do swojego auta. Miałem teraz ochotę się tak spić, aby niczego nie pamiętać. Jednak to nie było teraz najlepsze. Znałem Savannah - siostrę Terri. Z początku chciałem do niej zadzwonić i powiedzieć jej przez telefon, że Teranee trafiła do szpitala, jednak zdecydowałem się na coś odważniejszego - pojechałem do domu Terri, aby powiedzieć to jej rodzicom twarzą w twarz. Wysiadłem z auta i niespokojnie maszerowałem pod drzwi. Przetarłem twarz, bo nie mogłem uwierzyć, że to dzieje się naprawdę. Teraz pozostało mi tylko wzięcie całej winy na siebie. Zapukałem dwa razy do drzwi i czekałem, aż ktoś mi otworzy. Była już północ, więc wiedziałem, że obudzę jej rodziców. Jednak ktoś chyba jeszcze nie spał, bo usłyszałem ciężkie kroki. To musiał być jej ojciec.

- Czego tu szukasz, młody człowieku? - ugh, tak, to był jej ojciec. Modliłem się w duchu, aby nie zamordował mnie tu, w tym miejscu, po tym co mu powiem.

- Przepraszam, że nawiedzam państwa o tej godzinie, ale stało się coś złego. - oznajmiłem, trzymając mocno wargę zębami. - Teranee miała wypadek. - on tylko przełknął głęboko ślinę.

- Możesz powtórzyć? - jego oczy się powiększyły, a pięści zacisnęły. Pomyślałem, że w pewnym stopniu jesteśmy do siebie podobni.

- Teranee jest w szpitalu. Przypuszczam, że jest w poważnym stanie. - powiedziałem spokojnie, jednak w środku wszystko się we mnie gotowało. Miałem ochotę coś rozjebać.

- Co się jej stało? Co jej zrobiłeś? - podszedł do mnie i złapał za koszulkę. - Gadaj! - krzyczał mi w twarz, ale ja nawet nie reagowałem. W tym momencie mógł mnie nawet zdeptać. Wiedziałem, że mi się należy. Usłyszałem głośne kroki. Jak się okazało, mama Terri biegła w naszą stronę.

- Ben! Ben! - krzyczała do swojego męża. - Zostaw go! - zerwała jego ręce z mojej koszulki. - Co ty wyrabiasz?!

- Sophie, Teranee jest w szpitalu. - powiedział. - I to przez niego! - wskazał na mnie palcem. W tamtym momencie jej oczy się zaszkliły. Miałem tego dość.

- Zawieźli ją do tutejszego, miejscowego szpitala. Proszę tam jechać. - powiedziałem z nadmiernym spokojem. - Przepraszam. - powiedziałem do zmartwionej kobiety i odszedłem. Wsiadłem do auta i odjechałem. Pojechałem na sparingi. Miałem nieziemską ochotę na rozjebanie komuś mordy. Wybiegłem, udałem się na znane pole, gdzie było już dużo facetów, gotowych do bicia się. Nie zastanawiając się stanąłem do walki. Uderzyłem mojego przeciwnika, na co mi oddał. Potem okładałem go jak chciałem, bo wymiękł. Robiłem to do upadłego. Leżał na ziemi, a ja nadal go biłem. Słyszałem tylko chrupanie jego kości. W końcu gdy pojawiła się kałuża krwi obok tego mężczyzny, inni mnie odciągnęli. Miałem w dupie to, czy on przeżyje czy nie. Wtedy każdy, kto ze mną zadarł był skazany klęskę. 


Teranee's view:

Obudziłam się. Pierwsze, co usłyszałam to denerwujące "pikanie". Domyślałam się, gdzie jestem dopóki nie otworzyłam swoich oczu i nie przekonałam się. Leżałam spokojnie, jeszcze dokładnie nie ogarniając, gdy przy drzwiach stanęła nieznana mi osoba. Był to mężczyzna. Miał zakrwawioną koszulkę. Przestraszyłam się.

- Jak się czujesz złotko? - podchodząc do mnie, dumnie się uśmiechnął. Skądś już znałam ten uśmiech. Dopiero wtedy wszystko zaczęło mi się przypominać. To Douper - wróg Justina. A co zrobiłam ja? Ja... jechałam z nim autem. Z nim. A teraz jestem w szpitalu. To oznaczało tylko jedno - zrobił to celowo. Celowo zrobił tak, abym tu trafiła.

- Cz-czego chcesz? - wysapałam ciężko oddychając.

- Chciałem tylko sprawdzić, jak się czujesz. - odpowiedział słowami przepełnionymi sztuczną troskliwością.

- Ju-justin tego tak nie z-zostawi. - wyszeptałam. Wiedziałam, że dorwie go prędzej czy później.

- Nie wątpię. I nawet mam już przygotowaną dla niego rozrywkę. - pokazał szereg swoich białych zębów. Postanowiłam go zirytować.

- Pokonałby cię każdy, bo zbyt wielką pizdą jesteś. - zdobyłam się i na odwagę i na wypowiedzenie tego zdania bez jąkania się. Poskutkowało, bo Douper zrobił się czerwony ze złości.

- Trzymaj się, suko. - wypowiedział z nienawiścią. Zignorowałam to. Byłam pewna, że ta krew na jego koszulce jest skutkiem działań Justina, jednak nie chciałam myśleć, co zdążył mu już zrobić. Nie dużo myślałam, bo zaraz do mojej sali wbiegła mama z tatą.

- Córciu! Boże mój, co ci jest? - podbiegła do mnie mama, z miną jakby miała zaraz zmierzyć się z najlepszym zapaśnikiem sumo czy coś.

- Spokojnie, mamo. Popatrz, żyję, jestem tu. T-to nic poważnego. - mówiłam w powolnym tempie, bo coś silnie kuło mnie w brzuchu.

- Teranee Causer, nawet nie waż się tak mówić! - niemal krzyczała.

- Ten chłopiec... - zaczął mój tato. - On już może do nas nie przychodzić.

- Jaki - zrobiłam chwilę przerwy - chłopiec?

- Justin u nas był. Powiadomił nas, że miałaś wypadek. - oznajmiła mama.

- Co je-jeszcze powiedział? - zapytałam, bojąc się odpowiedzi.

- Mówił, że to jego wina i w tej jedynej kwestii mu wierzę. - rzucił zdenerwowany tata. - Nie chcę go już więcej widzieć na oczy. - powiedział. Moje serce się złamało. Wziął całą winę na siebie, choć to wszystko stało się z mojej głupoty. Rozum mówił mi, aby zerwać z nim kontakty, bo to nie idzie w dobrą stronę, jednak serce podpowiadało co innego.

 

-----------------------------------------------

 

proszę, dodaję rozdział za jeden komentarz, który pojawił się pod poprzednim rozdziałem. :( Teraz już tak nie zrobię. Oczekuję co najmniej trzech komentarzy misie, bo wiem, że możecie to zrobić.

 

-oceniajcie kochani. XX

środa, 16 kwietnia 2014

Rozdział 14

Akurat gdy skończyliśmy tą rozmowę, przyszła Mia.

- Jak się bawicie?! - krzyknęła, z wielkim uśmiechem na twarzy.

- Świetnie! - odkrzyknął Dylan i dał jej buziaka w policzek.

- Właśnie, świetnie. - powiedziałam sarkastycznie. - Szalonej nocy. - podniosłam się z krzesła i posłałam Mii znaczący uśmiech, na co pozwoliła mi odejść.

 Nadchodzi noc przemyśleń... 


---------------------------------------------


Wyszłam jak najszybciej z klubu. Nie wiedziałam, co Dylan miał na myśli mówiąc o Justinie, że lubi łamać serca. To znaczy, że on chce mnie tylko wykorzystać i porzucić? Rozkochać w sobie, a następnie zostawić? To oznaczało, że moje najgorsze przypuszczenia się sprawdzą. Szłam sama ciemną ulicą. Tej nocy jakoś nie odczuwałam strachu. Myślałam tylko o jednym - on. Gdy byłam w takim beznadziejnym humorze jak ten, lubiłam oglądać wyścigi samochodowe. Ale nie w telewizji, czy w internecie - lubiłam oglądać je na żywo. Były to co prawda nielegalne wyścigi, ale miałam to gdzieś. Pociągały mnie, bo byłam po części "chłopczycą". Udałam się na słynny placyk, gdzie odbywały się te pokazy. Jak zwykle, stanęłam przy samej barierce. Oczywiście nie obyło się bez nachalnych mężczyzn, którzy się do mnie przystawiali, ale szybko ich spławiałam. To było to - pisk opon, podnoszący adrenalinę zapach. Tego było mi trzeba. Wpatrywałam się w auta, gdy nagle przed oczami przejechał znany mi samochód. Spojrzałam na kierowcę, który był podobny do Justina. Stwierdziłam, że to obsesja. Definitywnie. Widziałam go wszędzie, to nienormalne! Jednak po dokładnej obserwacji rozpoznałam tego mężczyznę. To był Justin. Zaparło mi dech w piersiach. Byłam wystarczająco wkurwiona i nie wiedziałam, co robię. Wrzeszcząc, aby jeszcze nie ruszali, podbiegłam do jednego z aut, stojącego obok auta Justina i złapałam za klamkę. Przy tym cały czas patrzyłam w oczy Justinowi. Wydawał się oszołomiony. Wsiadłam do samochodu, nawet nie patrząc kto siedzi za kierownicą. Uchyliłam okno i szyderczo się uśmiechnęłam.

- Niech wygra lepszy, panie Bieber. - oblizałam uwodzicielsko usta i zdjęłam z niego wzrok.

- Terri! Teranee nie rób tego! - krzyczał. - Wyjdź z tego jebanego auta! - nadal się wysilał. Ja jednak go zignorowałam. Popatrzyłam na kierowcę - był to przystojny facet. Nie wiedziałam o nim nic, ale w tej chwili mnie to nie obchodziło. Chciałam zrobić wszystko, aby podwyższyć Justinowi ciśnienie.

- Wiesz, że jestem największym wrogiem twojego ukochanego? - podniósł brwi nieznany mi chłopak.

- Mojego ukochanego? - pokazałam palcem na Justina. - On nim nie jest. Jedź. - rozkazałam facetowi, któremu teraz powierzałam swoje życie. Pierwszy raz robiłam coś tak ryzykownego. Nastąpił ponowny start - czerwone, pomarańczowe, a następnie z głośnym piskiem opon ruszyliśmy. Od początku trzymałam się fotela tak mocno, jak potrafiłam. 


Justin's view:

Niestety na pomarańczowym świetle przerwały nam jęki jakieś laski.

- Hej! Halo! - usłyszałem znajome krzyki. - Chwila! - w ostatniej chwili popatrzyłem na postać, która zbliżała się w moim kierunku. Co do chuja robi tu Terri?! Obserwowałem jej ruchy, jeden po drugim i nie rozumiałem co ona zamierza zrobić. Ona zwariowała!  - Niech wygra lepszy, panie Bieber. - rzuciła, gdy usiadła na siedzeniu pasażera.

- Terri! Teranee nie rób tego! Wyjdź z tego jebanego auta! - krzyczałem rozwścieczony, gdy zobaczyłem, że zamierza jechać autem Doupera. Zazdrość grała tu mniejszą rolę - chodziło do cholery o jej życie! Wiem, że była na mnie zła, bo zdała sobie sprawę, że ją okłamałem, ale to co robiła, było zdecydowanie przesadą. Douper był skurwysynem i mógł tą sytuację bardzo dobrze wykorzystać. Nie wiedziałem co robić. Gdy pokazało się zielone światło, było już za późno na rezygnację. Ruszyliśmy i nie było odwrotu. Wiedziałem, że teraz Terri żałuje tego, że wsiadła do tego pieprzonego auta. Musiała wytrzymać do końca wyścigu, to było pewne. Jechałem ostrożnie, nie dotykając ani razu auta Doupera. Nie chodziło mi o tego dupka, bo gdyby był tam sam, rozwaliłbym go na pierwszym zakręcie. Jednak walczyłem teraz o dwa życia - swoje i jej. Prowadziłem, lecz w bocznym lusterku obserwowałem, czy ten kretyn niczego nie kombinuje. I nie myliłem się. Mieliśmy podjechać na wysepkę i z niej wyskoczyć, ale coś tu było grane, bo zwykle podjeżdża się na nią z małą prędkością, a Douper jechał piekielnie szybko. Zdążyłem już wylądować autem na podłożu, kiedy spostrzegłem auto Doupera w powietrzu i otwierające się od strony kierowcy drzwi. Nie wiedziałem, co on wyprawia dopiero gdy Douper nie wyskoczył z auta. To oznaczało jedno - Terri została w aucie, które leciało w powietrzu,  z dużą prędkością. To nie mogło skończyć się dobrze.


Teranee's view:

On tylko spojrzał na mnie i szyderczo się uśmiechnął.

- Do zobaczenia, piękna! - powiedział i otworzył drzwi od jego strony. Kolejne co pamiętam to potężne uderzenie i zgrzyt moich kości. A następnie ciemność, przenikliwa ciemność.

 

Justin's view:

 Nie zdążyłem nawet mrugnąć, a auto Doupera wylądowało z wielkim uderzeniem na boku ulicy. Gwałtownie zawróciłem, wybiegając z mojego samochodu. Podbiegłem do zgniecionego pojazdu i jedyne co rzuciło mi się w oczy to drobne ciało, bezwładnie leżące po stronie pasażera.

- Pogotowie! - krzyknąłem. - Dzwońcie po pogotowie! Szybko! - krzyczałem zdruzgotany. Klęknąłem i delikatnie trzymając ją w pasie, wyciągnąłem Terri. Jej bok twarzy był zakrwawiony, miała zadrapania na rękach i szyi. Położyłem ją, nie będąc w stanie jej pomóc. Wstałem  i z zawistnym wzrokiem podszedłem do Doupera, leżącego na skrawku ulicy. Z całej mojej siły kopnąłem go w brzuch, na co się skulił.

- Pożałujesz tego, gnoju. - splunąłem. Poprawiłem mój cios, kopiąc go z podwójnie większą siłą. Nie mogąc przestać, usiadłem na nim, okładając go gdzie popadnie. Oddawałem mu silne ciosy, na które nie miał siły odpowiedzieć. Wstając, kopnąłem jeszcze raz jego brzuch. Wypluwając krew i dławiąc się spojrzał na mnie. - To dopiero początek mojej zemsty. - powiedziałem, przeszywając go wzrokiem. Następnie ujrzałem za sobą karetkę, do której na noszach wnosili Teranee. Moje serce intensywnie mnie ukłuło.


----------------------------------------------

 

dam, dam, dam, daaaaam!

koniec pięknej bajeczki. teraz trwa niemała drama :(

jak myślicie, jak oni sobie z tym poradzą? co będzie dalej?

oceniajcie kochani, oczekuję waszych opinii!

 

+ rozpieszczam was coraz bardziej, bo coraz częściej rozdziały się pojawiają, ale czego się dla was nie robi? :)

 

BTW, ŻYCZĘ WAM SMACZNEGO JAJKA I WESOŁYCH ŚWIĄT WIELKANOCNYCH! :)

 

kocham was!!! alllll ;)

- kisski, natii

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 13

*rozmowa telefoniczna*

 

- Yep? - odezwałem się.

- Bieber, czy ty o czymś nie zapomniałeś? Jest zaraz 22, a ciebie kurwa dalej  nie ma! - usłyszałem wkurzony głos Samuela. Kurwa, zapomniałem o wyścigach.

- Ja pierdole...

- Zjawiasz się tu w przeciągu 10 minut, albo nigdy więcej interesów ze mną. Zrozumiałeś? - powiedział surowym tonem i się rozłączył.


*koniec rozmowy telefonicznej*


Teraz musiałem opuścić Terri. Był jeden problem - miałem być dupkiem i ją okłamać?


-----------------------------------------

   

Jak zawsze wybrałem tą gorszą opcję. Musiałem ją okłamać, bo gdyby dowiedziała się o tym wszystkim, w czym biorę udział, to pewnie nie chciałaby się już do mnie odezwać. Nie mogłem tego wszystkiego tak po prostu zepsuć. Było za pięknie. Leżałem, była we mnie wtulona. Czułem jej ciepło, jej rozczochrane włosy oplatały moje ciało. Miała głowę na moim torsie, a moja ręka była owinięta wokół jej talii. Nie chciałem jej budzić, ale musiałem. Szturchnąłem ją lekko, na co od razu otworzyła oczy. 

- Muszę iść, kochanie. - delikatnie szepnąłem, głaszcząc jej policzek.

- D-dlaczego? - zapytała zaspana.

- Mama chce, żebym popilnował Jaxona, bo została wezwana do pracy. - powiedziałem stanowczo. Nie mogła wyczuć, że coś jest nie tak.

- O tej godzinie? - mruknęła. - No dobrze, więc idź. - ziewnęła, wstając. Zrobiłem to samo.

- Do jutra. - złapałem ją za talię, czule całując jej usta.

- Do jutra. - posłała mi uśmiech. Wyszedłem przez okno, następnie Terri je zasunęła. Wsiadłem szybko do auta i odjechałem. Po kilku minutach byłem na miejscu.

- Yo. Sory, zapomniało mi się. - po wyjściu z auta podszedłem do Samuela i się przywitałem.

- Grzeczny Bieber przyjechał na czas! - poklepał mnie po ramieniu.

- Zamknij się. - zmierzyłem go zimnym wzrokiem. Przez niego musiałem opuścić Terri.

- Ścigasz się z Douperem. - rzucił. - Mam nadzieję, że go skroisz.

- On jest gównem. - splunąłem. - Pójdzie gładko. - oblizałem usta. Wsiadłem z powrotem do auta i podjechałem do startu. Otworzyłem okno, spojrzałem na Doupera, który wyglądał na odważnego. Zaśmiałem się głupio, bo wiedziałem, że nie ma ze mną szans. Czerwone, pomarańczowe, zielone... ruszyłem.

 

Teranee's view: 

Od: Mia

Gdzie ty do cholery jesteś? 

 

Shit. Zapomniałam o imprezie. Justin mnie uśpił i byłam teraz do niczego. Nie chciało mi się iść na żadną, pieprzoną imprezę! Jednak obiecałam. Wstałam szybko z łóżka, wyciągnęłam z szafy czarną spódnicę, jaskrawą bokserkę i conversy. Kompletnie nie dobrałam stroju, ale miałam to gdzieś. Wzięłam tylko telefon i jakąś kasę i zeszłam na dół. Narzuciłam na siebie skórę i wyszłam z domu. Miałam do klubu niedaleko, więc szłam pieszo. Nie mówiłam nic mamie o imprezie, ale ona pewnie już spała, więc nawet się o tym nie dowie. Po 20 minutach siedziałam już przy barze, z chłopakiem Mii.

- A więc, mówisz, że jesteście razem? - zapytałam go rozbawiona.

- Na to wygląda. - posłał swój naprawdę ładny uśmiech. Nie wyglądał źle. W podobieństwu do Justina, nie miał dużo włosów. Można powiedzieć, że był prawie łysy. Jednak mu to pasowało.

- To świetnie! - krzyknęłam optymistycznie. - Ale jeśli ją zranisz... - podniosłam zabawnie wskazujący palec do góry i zrobiłam odpowiednią, groźną minę. - Pożałujesz kolego! 

- Trzęsę majtami! - zaśmiał się głośno. Odwzajemniłam to.

- Mówię serio, Dylan. 

- Spokojnie. Od łamania serc jest mój przyjaciel. - pokazał szereg swoich białych zębów. 

- Och, więc nie zazdroszczę przyjaciela. - skrzywiłam się.

- On stwarza tylko takie pozory. To prawda, lubi łamać serca niezłych lasek, ale jest w porządku. - usprawiedliwiał nadal swojego kolegę.

- Lubi łamać serca, lecz jest w porządku? - prychnęłam. - Żartujesz sobie?

- Nie. - odpowiedział głupio. - Czekaj, przecież ty go znasz! - krzyknął nagle.

- Doprawdy? Nie sądzę, żebym zadawała się z kimś takim. - sztucznie się uśmiechnęłam. 

- Mówię o Justinie. Znacie się, prawda? - rzucił. Moje oczy się rozszerzyły.

- To Bieber jest tym "łamaczem serc"? - zrobiłam cudzysłów palcami. 

- Tylko żartowałem! - klepnął się pewnie w myślach w czoło i przypomniał sobie, ze my tak jakby się spotykaliśmy. Jednak wiedziałam, że miał rację. Jeszcze nie znałam Justina i bałam się go poznać.

Akurat gdy skończyliśmy tą rozmowę, przyszła Mia.

- Jak się bawicie?! - krzyknęła, z wielkim uśmiechem na twarzy.

- Świetnie! - odkrzyknął Dylan i dał jej buziaka w policzek.

- Właśnie, świetnie. - powiedziałam sarkastycznie. - Szalonej nocy. - podniosłam się z krzesła i posłałam Mii znaczący uśmiech, na co pozwoliła mi odejść.

 Nadchodzi noc przemyśleń... 


---------------------------------------------


Macie ode mnie niestety krótki i w dodatku niesprawdzany rozdział. Przepraszam, jest noc, a to oznacza brak weny. Poprawię się, obiecuję!

Teraz będzie dużo wolnego, więc następny rozdział niebawem.

Dziękuję za komentarze, liczę na jeszcze więcej, bo wiem, że możecie :)

 

Oceniajcie rozdział, jestem ciekawa jaki macie "ułożony plan" tej historii w swoich głowach. 

kocham Was bardzo, dobranoc. ~natalia

środa, 9 kwietnia 2014

Rozdział 12

Justin's view:

Nie mogłem tak siedzieć i nic nie robić. Nadal nie wiedziałem, dlaczego chce ode mnie odpocząć. Najlepszym rozwiązaniem było pogadanie z nią, więc podniosłem dupę z łóżka i wybiegłem z domu, wchodząc do auta. Włączyłem głośną muzykę i ruszyłem w stronę domu Teranee. Musiałem się dowiedzieć, na czym stoję.


---------------------------------

 

Po kilku minutach byłem już pod zamierzonym celem. Wyciągnąłem jeszcze szybko fajkę z kieszeni i zapalniczkę. Wdychając, odprężałem się. Wyszedłem z auta, opierając się o nie. Jedną rękę miałem w kieszeni moich niskich spodniach, a drugą trzymałem szluga. Gdy skończyłem palić, rzuciłem końcówkę papierosa na ulicę i przygniotłem go butem. Następnie udałem się do drzwi Teranee. Delikatnie zapukałem i czekałem, aż ktoś mi otworzy. Miałem nadzieję, że to będzie właśnie Terri.

- Spodziewacie się kogoś? - usłyszałem damski głos z wnętrza domu.

- Tak, to do mnie! - krzyknął inny, ale też damski głos. To była ona.

- Um.. dzień dobry. - oblizałem usta, gdy otworzyła mi mama Terri. - Czy zastałem Teranee? - zapytałem grzecznie, wyjmując ręce z kieszeni.

- Witaj. - przyjacielsko się uśmiechnęła. - Tak, jest u siebie w pokoju. - wskazała na schody. - Chyba na ciebie czeka. - posłała mi uśmiech mówiący dzieci-i-ich-miłość. Szkoda, że to nie było to.

- Dziękuję. - odpowiedziałem, ściągając buty. Wiedziałem, że Terri spodziewała się kogoś innego, wcale nie mnie. Pospiesznie wszedłem po schodach. Zapukałem lekko do drzwi od jej pokoju, które były uchylone.

- Wchodź Jo... - urwała, gdy odwróciła się i zobaczyła mnie. - Justin?

- Spodziewałaś się kogoś innego? Przykro mi, że teraz widzisz tylko mnie.

- Co ty tu robisz? - rzuciła, by zmienić temat.

- Przyszedłem, bo hm... chciałem cię po prostu zobaczyć. - stanąłem na środku pokoju, z rękoma w kieszeniach i jedyne co robiłem, to patrzałem się na nią. Miała na sobie te ciasne spodnie. Nie wiem jak wy, dziewczyny to nazywacie. Leginsy? Tak, coś w tym stylu. Jej tyłek zajebiście się w nich odznaczał i nie powiem, było na co patrzeć.

- Mnie, czy mój tyłek? - przechyliła głowę na bok.

- Przepraszam. - przyłożyłem dłoń do ust, bo mnie to rozbawiło. Podszedłem do niej i złapałam delikatnie jej biodra. - Nadal chcesz ode mnie odpoczywać? - wydąłem dolną wargę.

- Chcę. - powiedziała stanowczo, zrzucając moje dłonie z jej ciała. Wiedziałem jednak, że to nie była prawda. Musiałem znaleźć tylko sposób na załamanie jej.

- Czy na pewno? - złapałem ją ponownie, dodatkowo przybliżając swoją twarz do jej. Ustami przejechałem po policzku i po szyi. 

- Tak Justin, na pewno! Nie próbuj mnie uwodzić. - odpowiadała, stojąc sztywno. Jeszcze tylko chwila.

- A czy ktoś tu kogokolwiek uwodzi? - musnąłem płatek jej ucha, przechodząc do linii szczęki. Muskałem po kolei kawałki jej policzka, aż w końcu doszedłem do ust. Wtedy Terri odwróciła głowę, nie chcąc pocałunku. Wziąłem jej twarz w dłonie, z powrotem obracając w moją stronę. - Nie mogę cię pocałować?

- A niby dlaczego byś mógł? - zapytała, przez co straciłem jakiekolwiek orientowanie się w sprawie. - Bo w sumie kim ty dla mnie jesteś? Kolegą, znajomym, przyjacielem? - odeszła ode mnie, rzucając ręce w powietrze. Wiedziałem czego chciała - chciała ustabilizowania.

- Terri... - zacząłem, jednak na marno.

- Nie Justin! Nie możemy się na razie widywać, rozumiesz? Chcę to przemyśleć!

- Terri, ja... - znów zacząłem i znów nie pozwoliła dojść mi do słowa.

- Nie! 

- Ukhm... chyba masz gościa. - wskazałem na drzwi. Odwróciła się, a następnie jej policzki zrobiły się czerwone. Stał tam jakiś chujowy koleś. Był ubrany w byle co i tak też wyglądał. Zresztą, w dupie miałem jego wygląd, kim on do cholery był? 

- Oh, cześć John. - podeszła z uśmiechem i go przytuliła, a wtedy moja krew zawrzała. - Przepraszam cię za to... siadaj, Justin właśnie wychodzi. - wskazała delikatnie na korytarz, a następnie na niego wyszła, czekając na mnie. Ruszyłem powoli do przodu, jednak przed wyjściem posłałem niejakiemu Johnowi znaczące spojrzenie. Niech tylko czegoś spróbuje.

- Świetnie, jeszcze mnie wyganiasz? - stanąłem przed nią już w korytarzu wyjściowym, opierając się plecami o drzwi.

- Nie wyganiam cię, ale co niby miałbyś z nim robić? - wskazała za siebie, mówiąc o Johnie.

- A co niby będziesz z nim robić ty? - oblizałem usta, czekając na jej odpowiedź.

- To mój przyjaciel, zwykłe przyjacielskie spotkanie. - podniosła ręce do góry.

- Mam nadzieję, bo jeśli czegokolwiek spróbuje...

- Spokojnie. - podeszła do mnie i poprawiła mi kurtkę. - Idź już. - pogładziła mój policzek.

- Jestem tu jutro punkt 15 i nie obchodzi mnie kurwa żaden John, ani nikt inny. - powiedziałem lekko sfrustrowany, łapiąc jej dłoń.

- Tak jest, panie Bieber! - kiwnęła zabawnie głową.

- To co, dasz mi całusa? - uśmiechnąłem się łobuzersko. Stanęła na palcach i złapała moją twarz w swoje małe dłonie. Złączyła moje usta z jej, dokładając do tego pasję.

- Do jutra. - posłała swój anielski uśmiech.

- Do zobaczenia Księżniczko. - powiedziałem i zauważyłem jeszcze czerwony kolor na jej policzkach, a następnie zamknęła drzwi. Pospiesznie wsiadłem do swojego auta. Trudno mi się do tego przyznać, ale siedziałem w aucie, na jakimś ciemnym parkingu i obserwowałem do której kurwa ma zamiar siedzieć ten cały John. Minęło trochę czasu, po którym postanowiłem napisać do Terri.


Do: Terri

Ile ten skurwysyn będzie jeszcze tam siedział?

Wysłałem w nerwach tego sms'a. Może trochę przesadzałem. Nie. Nie przesadzałem.


Od: Terri

Jeśli chcesz, abyśmy się jutro spotkali, to nie zachowuj się jak dupek. Niedługo idzie.

 

Do: Terri

Mam nadzieję. 


Zignorowałem pierwszą część sms'a i odpisałem tylko na drugą. Już dość wkurwiał mnie jej przyjaciel. Po kilkunastu minutach wyszedł z domu Terri, a ja wyszedłem z auta. Nie tak miał dziś się skończyć ten wieczór. Wdrapałem się po rurze i byłem tuż przed jej oknem. Miała zasłonięte zasłony, ale nie do końca, przez co mogłem ją zobaczyć. Leżała na łóżku, zawinięta w kłębek.


Do: Terri

Spójrz w okno kochanie. 


Obserwowałem jej reakcję. Przeczytała sms'a i niechętnie wstała z łóżka. Pewnie myślała, że sobie z niej żartuje. Odsłoniła zasłony i odskoczyła przestraszona do tyłu. Widocznie przestraszyła się mojego dzióbka, przyklejonego do okna. To prawda, lubię straszyć ludzi.

- Czy ty ogłupiałeś?! - krzyknęła zirytowana, otwierając okno, abym mógł wejść.

- To tylko niewinny dzióbek... - zaśmiałem się.

- Śmieszne, doprawdy. - parsknęła.

- Czy komuś tu zbliża się okres? - złapałem ją od tyłu, śmiejąc się.

- Dziękuję, że jesteś. - odwróciła się i złapała mnie za szyję. Tego się nie spodziewałem. Następnie położyliśmy się i leżeliśmy. Ona miała głowę na moim torsie, a ja rękę wokół jej talii. Przerwał nam cholerny telefon. Mój oczywiście.


*rozmowa telefoniczna*

 

- Yep? - odezwałem się.

- Bieber, czy ty o czymś nie zapomniałeś? Jest zaraz 22, a ciebie kurwa dalej  nie ma! - usłyszałem wkurzony głos Samuela. Kurwa, zapomniałem o wyścigach.

- Ja pierdole...

- Zjawiasz się tu w przeciągu 10 minut, albo nigdy więcej interesów ze mną. Zrozumiałeś? - powiedział surowym tonem i się rozłączył.


*koniec rozmowy telefonicznej*


Teraz musiałem opuścić Terri. Był jeden problem - miałem być dupkiem i ją okłamać?


-----------------------------------------

 

buuum! 

Jednak nie było nic negatywnego, bo będzie w następnych rozdziałach. 

 

Śledźcie, czytajcie:) 

 

 OCENAJCIE, KOMENTUJCIE. PROSZĘ.

To dla was się staram, więc proszę doceńcie to i dajcie coś od siebie:(

+ pamiętajcie o możliwości pytania mnie o jakiekolwiek sprawy na asku, którego podałam w poprzednim poście. :)

 

kocham was all, dobrej nocy! nati 

sobota, 5 kwietnia 2014

Informacja

Cześć wam!


Jak leci sobota? Bo u mnie nudno... 

Chcę umieścić tu link do ask'a, gdzie możecie mnie pytać o opowiadanie i takie różne. Chcecie się czegoś dowiedzieć, to wchodźcie i śmiało zadawajcie pytania :) - http://ask.fm/natbelieber1994

 

Pozdrawiam wszyyyyyyystkie mordki, które wchodzą i czytają moje opowiadanie. Już niedługo 1000 wyświetleń - za co wam bardzo dziękuję. 

  


Trzymajcie ode mnie perfekcyjnego Biebera :)




 

Do następnego rozdziału, xoxo. - Natala 

czwartek, 3 kwietnia 2014

Rozdział 11

- Powiedz "Przepraszam Justin"! 

- Nie! - śmiałam się coraz bardziej, a on nadal nie przestawał. Wymiękłam. - Prze-przepraszam Ju-justin! Przestań, pro-proszę! 

- I nie można było tak od razu? - puścił mnie, a na jego twarzy pojawił się głupi uśmieszek.

- Nie można było. - wystawiłam mu język.

- Wiedz, że będziesz tak ulegać w wielu kwestiach, kochanie. - powiedział, zbliżając się do mnie i składając na moich ustach namiętny pocałunek. Nie narzekając, oddałam mu go.

 

------------------------------------------- 

 

To było głupie, bo po chwili szybkiego namysłu powiedziałam sobie "co ja właśnie robię?". Przecież Justin nie był moim chłopakiem, znaliśmy się dosyć krótko i nie byłam gotowa na coś więcej niż niezobowiązująca przyjaźń. A my właśnie leżeliśmy na plaży, całując się. Momentalnie walnęłam się w myślach w głowę. Oderwałam się od niego i powoli wstałam. Założyłam z powrotem buty i odeszłam od Justina, jak gdyby nigdy nic. Czułam, jak swoim wzrokiem wypala mi dziurę w plecach. Weszłam do jego samochodu i po prostu czekałam, bo wiedziałam, że zaraz się pojawi. 

- Terri, co się stało? Co jest? - zapytał od razu, gdy usiadł na miejsce kierowcy.

- To wszystko... wszystko leci za szybko. - odpowiedziałam, kręcąc głową. Mogłam zauważyć, jak Justin zaciskał swoje pięści na kierownicy, ponieważ jego knykcie pobielały. 

- Rozumiem. - to wszystko. Nic więcej nie powiedział. Byłam aż zdziwiona jego zachowaniem. Musiał wiedzieć, że ze mną nie wygra. Czułam się źle, bo przez całą drogę nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Czar prysł - nie miałam zamiaru zachowywać się, jakby był moim chłopakiem, bo nim nie był i nawet bym tego nie chciała. Jestem jeszcze niedojrzała psychicznie do jakiegokolwiek związku. Tak sądzę.

- Dziękuję za dzisiaj. Było cudownie. I przepraszam. - delikatnie położyłam swoją dłoń na jego. Chciałam mu pokazać, że to nie jego wina.

- Cudownie? To - obrócił palcem w powietrzu - nazywasz cudownym? - podniósł brwi, czekając na moją odpowiedź. Tak, zadręczał się.

- W porządku Justin. Było naprawdę fajnie. - położyłam swoje obie splecione ręce na kolanach, patrząc się przed siebie. Nie mogłam patrzeć wtedy na niego. - Nie jestem gotowa na nic więcej. Przepraszam. Jak zwykle wszystko spieprzę, ale ja tego nie chcę, rozumiesz? Nie chcę angażowania się i tych wszystkich innych spraw, które mnie do ciebie cholernie przywiążą. Chyba powinniśmy odpocząć. Ja powinnam... - popatrzyłam się na niego, ale jego wzrok niestety nie był mną zainteresowany. Justin patrzył w bok, przez okno.

- Nie odpuszczę. - oblizał usta i przeczesał nerwowo włosy.

- Cześć, Justin. - pogładziłam kciukiem wierzch jego dłoni. Następnie wyszłam z auta i skierowałam się do swojego domu. Dręczyło mnie to, co miały znaczyć jego ostatnie słowa - "nie odpuszczę". Jednak chciałam o tym dzisiaj zapomnieć.


Justin's view:

Kurwa, co to miało znaczyć? Co ja do chuja zrobiłem, żeby sobie na to zasłużyć? Miałem ochotę teraz coś rozwalić. Odpaliłem auto i z piskiem opon odjechałem spod domu Teranee. Wiedziałem, gdzie się udać. Tylko jeden człowiek mógł dzisiaj dać mi to, co potrzebowałem - Samuel. Podjechałem pod zniszczony budynek. Tam zwykle przesiadywał.

- Chodź tu, skurwysynie! - krzyknąłem, mocno zdenerwowany. - Samuel! - od razu wyłonił się zza kruszącego się filara. Stał tam obwieszony w swoje łańcuchy i pakował torbę. Nie musiałem pytać, co w niej było. 

- Jeśli coś chcesz, to tu podejdź, pizdo.

- Jeszcze słowo. - ostrzegłem go. Nie miałem sił na gówniane przepychanki. Chciałem jedynie zioło.

- Bierz i znikaj. - pokazał na zapakowaną po brzegi torbę. - Albo zostań chwileczkę... wrócisz do nas? - racja, mieszkałem tu niedługo, ale zdążyłem już zaznajomić się z niewłaściwymi osobami. Brałem udział w nielegalnych wyścigach ulicznych, a Samuel chciał, abym to kontynuował.

- Jakieś konkrety?

- Jutro, 22. Na placyku, jak zwykle. - rzucił, zakładając torbę na ramię. Wiedziałem, że powinienem wtedy powiedzieć nie, ale byłem zbytnio wkurwiony.

- Postaram się. Yo. - podałem mu rękę i ruszyłem z towarem do auta. Od razu odpaliłem zioło i przycisnęłem pedał gazu do 200 km/h. Było niebezpiecznie. Jednak jestem znakomitym kierowcą i dzięki temu bez problemu dojechałem do domu. A właściwie do domu Dylana.

- Siema, stary. Co tak wleciałeś? - powiedział, przeżuwając coś w buzi.

- Mam towar, chcesz?

- Zgłupiałeś? Miałeś z tym skończyć, idioto! Teranee nie będzie zadowolona. - powiedział, zrzędliwym głosem.

- W dupie mam Teranee i wszystkie inne laski.

- Uuuuu, dała ci kosza? - uderzył mnie pięścią w ramię.

- Zamknij się, zanim rozwalę ci nos.

- Wyluzuj! - odpowiedział, biorąc do ręki telefon.

- Od kiedy ty piszesz sms'y?

- Od wczoraj. - powiedział z sakrazmem. - Muszę się z nią jakoś  kontaktować. 

- Z nią? - zapytałem zdezorientowany, wskazując na telefon. - Nieeeee! - krzyknąłem, łapiąc o co w tym wszystkim chodzi.

- Tak, jest już moja. - na jego twarzy pojawił się głupi uśmieszek. Wiedziałem, że zdążył już przelecieć Mię. Jednak ja mimo tego, że nie chciałem o niej myśleć, wciąż to robiłem. Nie mogłem wyrzucić Terri z głowy. - Idziesz z nami na imprezę? - zapytał z nadzieją. Teranee nie wiedziała, że ja i Dylan jesteśmy przyjaciółmi. Zresztą Mia chyba też nie. To nie był czas na podwójną randkę. Zdecydowanie nie.

- Kiedy? - zapytałem jednak, żeby nie zabrzmieć chamsko.

- Jutro, jakoś o 21. Co ty na to? - wstał z kanapy, trąc tył głowy i kierując się do kuchni.

- Jutrzejszy wieczór mam już zaplanowany. Ja, moje auto i nikt więcej. Siema! - wstałem z miejsca i wychodziłem już z jego domu, gdy mnie zatrzymał.

- Justin, nie rób tego. To gówno jest nałogiem - wciągnie cię, zanim się skapniesz. - spojrzałem na niego wzrokiem mam-to-w-dupie i strąciłem jego rękę z mojego ramienia. Miałem głęboko to, co on na ten temat myśli. Musiałem się jakoś rozerwać.

 

Teranee's view:

Nie chciało mi się iść na tą imprezę, ale się zgodziłam, bo chciałam poznać tego Dylana. Byłam ciekawa kim on jest i jaki jest. To było dopiero jutro, a przed sobą miałam jeszcze cały dzisiejszy wieczór. Leżałam na łóżku, w ciepłych skarpetkach, w za dużej bluzie, z kubkiem kakao w ręce oglądając jakiś denny film, który mało mnie interesował. Zbawił mnie mój śpiewający telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, z nadzieją, że odezwał się Justin. Jednak, "nadzieja matką głupich". Napisał do mnie Josh.


Od: Josh

Co robisz? Wpadaj do mnie, bo się zanudzę.

 

Zdziwiłam się, gdy odczytałam tego sms'a, bo w sumie dawno już nie gadaliśmy jak przyjaciółka, z przyjacielem.


Do: Josh

To ty wpadaj, bo nie mam kompletnie humoru. Czekam! x


Gdy nie odpisał, wiedziałam, że będzie za jakieś 10 minut. Josh był typem człowieka, który przybywał, jak tylko go potrzebowałaś. I to mi się w nim podobało. Mogłam na nim polegać.


Justin's view:

Nie mogłem tak siedzieć i nic nie robić. Nadal nie wiedziałem, dlaczego chce ode mnie odpocząć. Najlepszym rozwiązaniem było pogadanie z nią, więc podniosłem dupę z łóżka i wybiegłem z domu, wchodząc do auta. Włączyłem głośną muzykę i ruszyłem w stronę domu Teranee. Musiałem się dowiedzieć, na czym stoję.


---------------------------------


Ta daaaam! 

Mogę tylko powiedzieć, że kolejny rozdział będzie miał wiele wrażeń. Tych pozytywnych, ale negatywnych również.

 

Oceniajcie.

 

SEE YA! - Natalia :)