"Two people can look at the same thing and see it differently." - Justin Bieber

czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 8

  Ważna notka pod rozdziałem.

 

- Tęskniłaś? - powiedziałem, łobuzersko się uśmiechając. Oparłem się o pień drzewa, z rękami w kieszeniach i wpatrywałem się w nią. Ona jednak nawet się nie odezwała, tylko odwróciła się i kierowała z powrotem do drzwi. Wskoczyłem na bramkę i przeskoczyłem ją, a następnie znalazłem się przed Terri.

 

 

---------------------------

 

 - Zaczekaj. - powiedziałem spokojnie.

- Na co mam czekać? Na ciebie? Znikającego i pojawiającego się królewicza? - prychnęła i złapała mnie za bark, a następnie przesunęła, chcąc wracać do domu.

- Nie. Przepraszam, nie chciałem wyjść wtedy z klubu, ale... musiałem. - urwałem. - Ja musiałem Terri.

- Niby dlaczego? W domu czeka na ciebie trójka dzieci i żona czy jak?! Nie rozśmieszaj mnie i zejdź mi z drogi. Nie dam się traktować jak rzecz po raz 50-siąty tego wieczoru.

- Nie. Wyszedłem, bo... bo nie mogłem się powstrzymać. 

- Od czego? - zapytała dziwnym głosem, nie wiedząc o co mi chodzi. 

- Od tego. - powiedziałem i złapałem jej twarz dłońmi. Zbliżając się powoli, pochyliłem się. Nasze usta dzieliły milimetry. Spojrzałem jej w oczy prosząc o pozwolenie, na co chyba mi je dała. Zbliżyłem się jeszcze bardziej i w końcu jej pełne, malinowe usta spoczęły na moich. Jej wargi doskonale komponowały się z moimi. Ułożyłem swój język przy jej wargach, prosząc o pozwolenie, którego mi nie dała. Postanowiłem rozegrać to inaczej. Moje ręce zjeżdżały po jej biodrach, aż w końcu spoczęły na jej pośladkach. Ścisnąłem je, na co Terri otworzyła buzię, a ja wykorzystując okazję wepchnąłem tam swój język. Uśmiechnąłem się przez pocałunek, bo było to zabawne rozegranie. Wtedy nasze języki zaczęły walkę. W końcu się od siebie oderwaliśmy.

- Wow... - powiedziałem z uśmiechem, oblizując usta. - Może chciałabyś to powtórzyć? - zapytałem, zabawnie poruszając brwiami.

- Uhmmm myślę, że to wystarczy. - powiedziała, na co spuściła głowę. Zarumieniła się. Oh, tak właśnie działam na kobiety.

- Hej, one są czerwone! - podniosłem jej twarz i wskazałem na jej policzki. Zaśmiałem się.

- Przestań Justin, to żenujące. - powiedziała nadal zawstydzona.

- Za to ty wcale nie byłaś żenująca. Byłaś smaczna... brzoskwinia? - zapytałem się, bo tak właśnie smakowały jej usta.

- Głupek! - krzyknęła, uderzając mnie w klatkę. Mrugnąłem do niej. - Muszę już iść.

- Uhm co?! Myślałem, że spędzimy ze sobą jeszcze trochę czasu. - powiedziałem zawiedzionym głosem.

- Jest dwunasta w nocy, geniuszu. Wszystko jest pozamykane. - zaśmiała się ze mnie.

- Rzeczywiście. - mruknąłem. - Więc zabiorę cię gdzieś innym razem.

- Oczywiście. - odpowiedziała, na co odwróciła się i gotowa była już pójść.

- Ale ja nawet nie mam twojego numeru! - krzyknąłem.

- Ups. - zaśmiała się. - A jak bardzo chcesz go mieć? - zapytała się podnosząc seksownie jedną brew do góry.

- Bardzo? Bardzo, bardzo. 

- Jakoś mnie to nie przekonuje. - zrobiła skrzywioną minę.

- Tak bardzo. - powiedziałem i znowu położyłem swoje usta na jej.

- Heeeej! Nie zapędzaj się! - rzuciła i wyjęła mój telefon z mojej kieszeni jeansów. Obserwowałem ją, na co oddała mi telefon. Spojrzałem na niego, gdzie wyświetlony był numer i podpisany Terri. Pasuje mi to, mam numer tej ślicznotki. - Cześć. - popatrzyła na mnie.

- Nie zapomniałaś czegoś? - powiedziałem jej i zrobiłem "dzióbek z ust".

- Ahh tak. - podeszła i obróciła moją twarz, całując mój policzek. 

- Do zobaczenia, Księżniczko. - mrugnąłem do niej, a ona zniknęła za drzwiami.

 

*** 


Teranee's view:

Obudziłam się przez słońce, które wlatywało przez okna do mojego pokoju. Spojrzałam na budzik - była godzina 8:15. Byłam rannym ptaszkiem. Wstałam i od razu pościeliłam łóżko. Ubrałam luźną bluzkę, odkrywającą kawałek mojego brzucha i dresy. Na głowie zrobiłam luźny koczek. Poszłam do łazienki, gdzie pomalowałam tylko rzęsy i położyłam na twarz puder. Następnie zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Była niedziela, więc niewiele mogłam robić. Miałam się pouczyć, ale niechętnie się do tego zabierałam. 

 

*rozmowa telefoniczna*

 

- Czas wstawać śpiochu! Jest dziesiąta godzina! - krzyknęłam entuzjastycznym głosem do mojej przyjaciółki.

- Uhmm, Terri? Tak, tak, wstaję już. - powiedziała jakby zakłopotana.

- Mia? Co ty do cholery robisz? 

- Ja? Nic, właśnie ścielę łóżko. - powiedziała. - Spotkamy się dzisiaj?

- Tak, wpadnę do ciebie o 13.

- Jasne, czekam.

- Pa wariatko. - zaśmiałam się.

- Hej! - rzuciła na pożegnanie. - Ufff, kupiła to. - usłyszałam jeszcze, bo Mia za późno się rozłączyła.

 

*koniec rozmowy telefonicznej*

 

A więc moja siostra coś przede mną kryje. Traktuję Mię jak siostrę, bo zachowujemy się, jakbyśmy nimi były. Będzie musiała mi wszystko wyjaśnić, gdy do niej przyjdę. Kończyłam właśnie robić zadanie, gdy usłyszałam dźwięk. Spojrzałam na telefon - dostałam wiadomość.

 

Od: Nieznany 

Jak się spało, śliczna?


Uhm, nie wiedziałam kto to. Dopiero potem przypomniałam sobie o Justinie.


Do: Nieznany

Justin, to ty?


Od: Nieznany

Nazywaj mnie jak chcesz, Księżniczko. ;)

Zaśmiałam się. Cholerny flirciarz.


Do: Justin 

Jasne złotko. ;)

Postanowiłam specjalnie tak do niego napisać. Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź.

 

Od: Justin

Podoba mi się ;) Będę dzisiaj u ciebie pod domem o godzinie 17, pasuje?

 

Do: Justin

W porządku, do zobaczenia x


Od: Justin

Nie zapomnij, xx


Och, na pewno nie zapomnę. Jeszcze go dobrze nie znałam, a już zdążyłam się z nim całować! Boże, Terri, co ty najlepszego robisz? 


Byłam już u Mii. Zrobiła mi gorącą czekoladę i poszłyśmy do niej na górę.

- Więc opowiadaj, krętaczko. - zaśmiałam się.

- Okej, ale nie bądź zła Terri. - powiedziała niepewnie, ze skrzywioną miną. Bałam się, czym może mnie zaskoczyć. 


--------------------------

 

cześć, podoba się? 

Słuchajcie. To nie ma sensu. Jeśli nikt tego nie czyta, to nie ma sensu pisania tego opowiadania. Dlatego jeśli nie będzie tu co najmniej 3 komentarzy, przestaję pisać. :( Przykro mi. 

wierzę w was i pozdrawiam. X


 
 

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 7

- A nie będzie? - powiedział szczerze, z lekkim uśmiechem. Nie odezwałam się, więc wziął to chyba jako odpowiedź. Spojrzał mi jeszcze głęboko w oczy i tak po prostu odszedł. Moja wiedza na jego temat ograniczała się do znajomości jego imienia i czułam się z tą myślą okropnie.


---------------------------

 

Nie mogę uwierzyć, że on zrobił mi malinkę! Jak on śmiał?! Jeśli jeszcze kiedyś go spotkam, to się policzymy. Przez chwilę wpatrywałam się jak jego postać znika wśród tłumu, a potem sama wyszłam na zewnątrz. Od razu buchnęło we mnie zimne powietrze i na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Pobiegłam jeszcze na sekundę do klubu, bo tam zostawiłam kurtkę i ponownie z niego wyszłam. Postanowiłam poczekać na dziewczyny przy aucie. Sądziłam, że Mia zauważy, że nie ma mnie w klubie i pójdzie mnie szukać na dworze, ale myliłam się. Postanowiłam wysłać do niej sms'a.


Do: Mia

Możemy już wracać? Stoję przy aucie.

 

Kliknęłam 'wyślij' i wiadomość została wysłana. Po jakiś 5 minutach marznięcia spostrzegłam Mię i Savv wychodzące z klubu. Miały dziwne miny, coś jakby się o mnie martwiły. Mi jednak nic nie było. No może tylko jakiś kretyn potraktował mnie jak rzecz... Nieważne. Miałam zamiar o nim zapomnieć i to jeszcze tego wieczoru. 

- Co jest, mała? - podeszła do mnie Mia i złapała mnie za dłoń. - I co ty masz na szyi?! - wskazała na malinkę. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Gdyby Savanny nie było z nami, to wszystko bym jej wyjaśniła, jednak nie mogłam sobie na to pozwolić.

- Umm, to? - dotknęłam czerwonego śladu. - Zadrapałam się... był duży tłum i nie było wystarczająco miejsca do tańczenia. Sama nawet nie wiem jak to zrobiłam. - potrząsnęłam głową. -  Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się do niej posyłając jej spojrzenie potem-wszystko-ci-wyjaśnię.

- Ohh dobrze, powiedzmy, że ci wierzę. - powstrzymywała się od śmiechu. Grałyśmy w grę, w której Savannah nie uczestniczyła. Przykro mi siostro... zasady są zasadami. - Prawda Savv? - powiedziała do niej te słowa przepełnione udawaną słodkością.

- Przestań chamie! - szepnęłam niewidzialnie do Mii, śmiejąc się z jej bezczelności.

- Dobrze, już dobrze. - podniosła kąciki ust do góry. - Jedźmy już. - powiedziała i w tym samym momencie odjechałyśmy.


Justin's view:

Na dworze było dosyć zimno. Jednak nie tak zimno, żebym miał jakąś gęsią skórkę czy inne te gówna. Miałem ochotę wrócić do klubu i wpić się w jej usta, jednak tego chyba nie robi się na pierwszym spotkaniu... w sumie to drugim. Musiałem wyjść, bo nie mógłbym się dłużej powstrzymywać. Ona była zbyt seksowna, abym tylko stał i się na nią patrzył. Ale nie zamierzałem jej tak zostawić. Miałem plan. Poszedłem do swojego auta i czekałem aż ona i jej zwariowana przyjaciółka wsiądą do swojego samochodu i odjadą, a wtedy ja... jakby to ładnie powiedzieć, hmmm. Będę jechał za nimi. Tylko był jeden problem - Dylan. Kurwa, po co ja go tu brałem? Zaśmiałem się z mojej przyjacielskości. 


Do: Dylan

Ruszaj dupę i chodź do auta. Masz minutę!


Wysłałem do niego tą wiadomość najszybciej jak się dało, bo zauważyłem że Teranee wychodzi z klubu. Po chwili doszła do niej Mia i jakaś laska. Nie miałem pojęcia kim ona była, ale była gorąca. Za młoda na matkę, za stara na jej koleżankę. Gdy miałem zostawić tego idiotę samego w klubie, nagle drzwi się otworzyły.

- Wolniej się nie dało?

- Wyluzuj, stary. I tak nawet nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. - powiedział do mnie Dylan, z wzrokiem mówiącym nie-ogarniam-już-od-roku. 

- Jedziemy za Terri. I jej przyjaciółką... no i jakąś laską. Nieważne. Muszę ją jeszcze dzisiaj zobaczyć. - rzuciłem szybko do Dylana, na co już nie odpowiedział. Jechaliśmy za autem dziewczyn, aż w końcu się zatrzymały. To znak, że to jest to miejsce - dom Teranee. Zaparkowaliśmy w jakimś zaułku i obserwowaliśmy je. Najpierw wysiadła ta nieznana laska i popędziła od razu do domu. Następnie Mia, a potem dopiero Teranee, która wyglądała na żywego trupa. Nie wiem co jej było, ale wiem, że będę musiał jej poprawić humor. Wyglądała na wkurzoną i to pewnie na mnie. 

- Ej, to laska, z którą dzisiaj przetańczyłem większość wieczoru! - powiedział podekscytowany Dylan wskazując w stronę dziewczyn.

- Która?

- No ta najładniejsza. - powiedział ze zwycięskim uśmiechem.

- Zauroczyłeś się kretynie? - zaśmiałem się, przygaszając go i tym samym klepiąc go po plecach. - Sory, ale ona nie jest najładniejsza w tym towarzystwie. - odpowiedziałem, wiedząc która tak naprawdę jest z nich najładniejsza.

- Gówno prawda. - rzucił i wyszedł. Poszedł za Mią! Ja pierdole, pewnie jeszcze dzisiaj ją zaliczy. Teraz była kolej na mnie. Teranee już dawno weszła do wnętrza, więc mogłem zacząć działać. Wyszedłem z auta i podszedłem pod okno, zgadując że było jej. Trafny strzał. W pokoju stała Terri rozbierająca się z wyjściowych ubrań. Niezłe widoki... nie powiem. Wziąłem w rękę drobny kamyk i rzuciłem wprost w szybę. Nic. Wziąłem kolejny i zrobiłem to samo. Zero reakcji. Postanowiłem zrobić coś lepszego. Wziąłem kawałek kartki, którą miałem przypadkowo w kieszeni i długopis.


Wyjdź na zewnątrz. x

 

Zwinąłem ją i najpierw rzuciłem kamyk, a potem karteczkę. Schowałem się i usłyszałem otwieranie balkonu. Następnie jakieś gadanie - Terri przeczytała kartkę, a następnie to skomentowała. Zaśmiałem się. Ładnie mnie nazwała... palant. Chyba nie najgorzej? Czekałem pod bramką. W końcu w drzwiach pojawiła się postać. Teranee szła do bramki wolnym i niepewnym krokiem.

- Tęskniłaś? - powiedziałem, łobuzersko się uśmiechając. Oparłem się o pień drzewa, z rękami w kieszeniach i wpatrywałem się w nią. Ona jednak nawet się nie odezwała, tylko odwróciła się i kierowała z powrotem do drzwi. Wskoczyłem na bramkę i przeskoczyłem ją, a następnie znalazłem się przed Terri.


---------------------------


mkjiihuyfgte, jenyyyy! Jak oceniacie rozdział? 

czytacie = komentujecie misie :)

Obiecuję, że będzie coraz ciekawiej... pozdrawiam! 

 

 

 

 Jejuś nasz Justin już tydzień temu skończył 20 lat... :')#StillKidrauhl

 

 

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 6

  CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

 

- I nie obchodzi cię żaden doktorek ani LASKA LEŻĄCA NA TYM ŁÓŻKU? - na te słowa nałożyłam nacisk. Złączyłam swoje wargi i intensywnie patrzyłam na to, jaki był zdziwiony. 


-------------------------------------

 

- O czym ty mówisz? - zmarszczył brwi i nadal na mnie patrzył. Chyba nie skumał.

- No nie mów, że nie pamiętasz... - powiedziałam zabawnym tonem, trochę drwiącym z jego niepamięci.

- To.. to ty? - w końcu zapytał.

- Umm, nie... to tylko moja babcia. - odpowiedziałam zirytowanym głosem. Ten koleś zaczynał mnie wkurzać.

- Chciałem się tylko upewnić, bo wiesz... już na tym łóżku szpitalnym wyglądałaś seksownie. - posłał mi łobuzerski uśmieszek.

- Dupek. - warknęłam.

- Ohh, nie udawaj, że nie podobają ci się takie komplementy. - nadal ciągnął, a jego głupkowaty uśmiech nie znikał z jego twarzy.

- Cokolwiek pomoże ci w nocy spać!

- Tak w ogóle... - spojrzał na mnie ponownie, wyciągając rękę. - Jestem Justin.

- Teranee. - podałam mu rękę.

- Myślę, że fajnie spędzimy tą noc. - powiedział na koniec rozmowy, szturchając mnie w bok. - Na pewno będzie fajnie. - dodał, kiwając głową w upewnieniu. Wtedy wziął mnie za rękę i zaciągnął na parkiet. Nawet się nie stawiałam, bo wiedziałam, że nie dam rady. Był dobrze zbudowany i świetnie wyglądał - to muszę przyznać. Tańczyliśmy tak długo, że moje nogi w końcu zaczęły się pode mną uginać. Wygłupialiśmy się, wywijaliśmy, podnosił mnie, po czym z powrotem stawiał, tańczyliśmy seksownie, zwariowanie i nie wiem jak jeszcze. Jednym słowem to było mega dzikie! Ale nie powiem, że mi się nie podobało...

- Hmmmm. Czy ktoś tu poznał kogoś fajnego? - podeszła do mnie Mia, gdy usiadłam przy barze.

- Można tak powiedzieć. - wystawiłam jej język.

- Dobrze, dobrze, już nie przeszkadzam. - powiedziała, gdy zauważyła, że Justin zbliżał się do nas. - Pilnuj się złotko, nie chcemy niechcianej ciąży. - szepnęła mi do ucha, gdy odchodziła.

- Nienawidzę cię! - krzyknęłam do niej. Ona się odwróciła i wysłała mi buziaka. Zaśmiałam się i spojrzałam na Justina, który stał i przyglądał się temu wszystkiemu.

- Czemu się tak przyglądasz? - powiedziałam do niego z zaciekawieniem w oczach.

- Jesteście nienormalne. - odpowiedział, śmiejąc się lekko.

- Co ty właśnie powiedziałeś? - zmrużyłam zabawnie oczy i udawałam wkurzoną.

- Że jesteście nienormalne. NIENORMALNE! Przeliterować? - mówił odważnie, bo wiedział że nie mam wystarczająco siły, aby cokolwiek mu zrobić. Patrzył na mnie jak na głupią i się śmiał.

- Przesadziłeś. - zeszłam ze stołka i odeszłam od niego. Był bezczelny.

- Hej, hej, hej! Gdzie ty się wybierasz? - odeszłam od niego może na 5 kroków, a on już stał przede mną.

- Daleko od ciebie! 

- Nie ma takiej opcji. Nie puszczę cię. - złapał mnie w talii i tak po prostu trzymał.

- Boże, przestań odstawiać tu jakieś dramaty miłosne i po prostu mnie puść. - powiedziałam i przewróciłam oczami.

- Nie rób tego. - puścił mnie i srogo powiedział.

- Czego? - zapytałam, bo naprawdę nie wiedziałam o co mu tym razem chodzi. Po jego zimnym spojrzeniu zrozumiałam. - Ahhh, tego? - ponownie przewróciłam oczami. Tak, o to mu chodziło.

- Powiedziałem, żebyś tego kurwa nie robiła! - niemal krzyknął i złapał mnie w nadgarstkach. To sprawiało mi ból.

- Bo co? Bo zwiążesz mi ręce i nogi i uprowadzisz? - zapytałam odważnie. - Puść mnie, to boli Justin. - powiedziałam, co sprawiło, że od razu puścił. 

- Nie. Po prostu następnym razem tego nie rób.

- A skąd taka pewność, że będzie następny raz? - zapytałam go, bo w sumie taka była prawda. Wydawało mi się, że była to jednorazowa przygoda imprezowa. On jednak chciał inaczej, bo wtedy zrobił coś nieoczekiwanego. Podszedł do mnie i w tym samym momencie poczułam jego gorące usta na mojej szyi. Jego ręce oplotły moją twarz. Jego wargi pocałowały moją szyję, a następnie jego język zostawił tam ślad. Potem poczułam tylko ssanie kawałka mojej skóry. Wiedziałam już, że celowo chciał zostawić tam malinkę. Po zakończonej robocie oderwał się ode mnie i spojrzał mi w oczy.

- A nie będzie? - powiedział szczerze, z lekkim uśmiechem. Nie odezwałam się, więc wziął to chyba jako odpowiedź. Spojrzał mi jeszcze głęboko w oczy i odszedł. Moja wiedza na jego temat ograniczała się do znajomości jego imienia i czułam się z tą myślą okropnie.


---------------------------

 

  Jak obiecałam - są komentarze, jest rozdział :)

ooooo, dzieje się! no co myślicie?! Czy Justin na pewno odszedł... tak bez niczego? Już wkrótce ciąg dalszy!

Jeśli czytacie rozdział, to go skomentujcie, proszę ♥ - natq


 

piątek, 28 lutego 2014

Rozdział 5

- No to skarbie, wychodzimy! - krzyknęła optymistycznie moja mama, wchodząc do sali. 

- Wychodzimy, na szczęście. - uśmiechnęłam się miło. Tata wziął mnie pod rękę, tak na wszelki wypadek i powoli wychodziliśmy ze szpitala. Czekała nas długa droga do domu. 


--------------------------

 

 Lecieliśmy do domu samolotem kilkanaście godzin. Nawet nie pamiętam ile dokładnie, bo przespałam 3/4 lotu. To chyba z jednej strony dobrze, bo zanudziłabym się na śmierć. Jednak przez resztę podróży rozmawiałam z Savann. Powiem wam, że nie było tak źle. Rozmawiałyśmy jak siostra z siostrą. Śmiałyśmy się, plotkowałyśmy i robiłyśmy wszystko to, czego nie było u nas od kilku lat. Zakuło mnie serce, gdy o tym pomyślałam, ale potem przypomniałam sobie, że nie mogę się stresować. Po długim locie trafiliśmy w końcu do domu, gdzie wszyscy mogliśmy się odprężyć.


*1 miesiąc później*


Justin's view:

U mnie dużo się zmieniło. Mieszkam w Seattle, już nie w Kanadzie. Dziadek jednak został tam. Nie chciał z nami przeprowadzić się do Stanów, bo twierdził, że to właśnie tam zawsze będzie jego prawdziwy dom. I w sumie miał rację. Tam się urodził, wychował i spędził całe swoje życie, więc wcale mu się nie dziwię. Ja jednak jestem jeszcze nastolatkiem, który poszukuje ekscytujących przygód i wrażeń, a moja mama i rodzeństwo po prostu chcieli się przeprowadzić i zacząć wszystko od nowa. Mieszkamy na końcu miasta, w niewielkim, ale nowoczesnym mieszkaniu. Jest nam dobrze. Chodzę tam do szkoły, gdzie mam już nowych przyjaciół. Jaxon i Jazzy też zdążyli się osiedlić. Z mamą było nieco gorzej, bo nie mogła znaleźć sobie pracy, ale po długich starań w końcu się udało.

Leżałem na sofie i oglądałem TV, gdy odezwał się mój telefon.

 

Od: Dylan

Drinki, laski, melanż - dzisiaj wieczór?

Zaśmiałem się po odczytaniu tej wiadomości. On wiecznie miał chęć imprezowania, a ja na to nie narzekałem.

 

Do: Dylan

Jasne stary. *Pantio, jak zawsze?

Odpisałem mu i po niecałej minucie dostałem wiadomość.


Od: Dylan

Standardowo. O 20:00 widzimy się właśnie tam.

 

Do: Dylan

 Tak jest ;) Ubierz się jakoś, żeby nie było mi za ciebie wstyd.

Wysłałem tą wiadomość, na co nie dostałem już odpowiedzi. I nawet wiedziałem dlaczego - mój bro się lekko wkurzył. Zaśmiałem się na tą myśl. Znałem go niecały miesiąc, a był dla mnie jak brat. Dobrze się dogadywaliśmy. Naprawdę się cieszyłem, że mam kogoś takiego, jak on.


Teranee's view:

To był strasznie nudny dzień. Cały dzień leżałam na moim łóżku i oglądałam romantyczne komedie. Trochę się zmieniłam - nie ubieram się już tak, jak kiedyś. Niemal wszystkie miniówki wywaliłam z mojej szafy, została może tylko jedna, dwie. Ubieram się w końcu, jak normalna, 16-letnia dziewczyna. I szczerze, podoba mi się ten styl. Z moim zdrowiem wszystko w porządku. Odzyskałam chęć imprezowania. Ugh, zabawnie to zabrzmiało. Wylegiwałam się nadal, kiedy przypomniało mi się, że dziś razem z Mią i Savv idziemy na imprezę. Tak, dobrze widzicie. Ja i moja siostra na jednej imprezie, będzie się działo. Niechętnie wstałam i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej białą, koronkową sukienkę. Miała rękawy do łokci i sięgała mi przed kolana. Założyłam do niej delikatny, brązowy pasek. 

 

 

Ubrałam czarne szpilki z platformą i wzięłam również czarną kopertówkę. Zeszłam na dół, gdzie przygotowana już była również Savannah. Wzięłam jeszcze tylko czarną skórę i wyszłyśmy z domu, gdzie stała już swoim samochodem Mia. 


- Witaj piękna. Wyglądasz oszołamiająco. - Mia powitała mnie buziakiem w policzek i miłymi słowami. - Cześć Savann. - powiedziała do mojej siostry, na co ona tylko się uśmiechnęła. Te dwie nie przepadały za sobą.

- Ty też nie wyglądasz źle... - powiedziałam jej, poruszając zabawnie brwiami. Obydwie się zaśmiałyśmy. Następnie ruszyłyśmy i po zaledwie 10 minutach byłyśmy pod klubem. Gdy weszłyśmy było strasznie dużo ludzi. Oczywiście nie mogło zabraknąć pachnącego dymu, który unosił się w powietrzu. Muzyka też była niczego sobie. Savannah poszła gdzieś sama, a ja i Mia zaczęłyśmy seksownie tańczyć na środku parkietu. Świetnie się bawiłyśmy. Gdy poczułam się zmęczona, zeszłam z parkietu i usiadłam na sofie. Siedziałam tam, by ochłonąć, aż w końcu podszedł do mnie pewien chłopak. Usiadł koło mnie jak gdyby nigdy nic i po chwili się odezwał.


- Świetnie tańczysz. - oparł głowę na złożonych dłoniach, a łokcie na swoich kolanach i obrócił głowę w moim kierunku. Cholera, musiał widzieć gdy tańczyłam.

- Och, naprawdę? - uśmiechnęłam się nieśmiało, przygryzając wargę. 

- Tak. I tak samo wyglądasz. - odpowiedział odważnie, mrugając do mnie. Wtedy zaświeciła mi się lampeczka w głowie. Znałam go. To znaczy nie znałam, ale spotkaliśmy się już kiedyś. To ten cham ze szpitala, który wpadł na moje łóżko, pamiętacie? Tylko co on robi w Seattle? Postanowiłam go zaskoczyć.

- I nie obchodzi cię żaden doktorek ani LASKA LEŻĄCA NA TYM ŁÓŻKU? - na te słowa nałożyłam nacisk. Złączyłam swoje wargi i intensywnie patrzyłam na to, jaki był zdziwiony. 


-------------------------------------

 

*Pantio (Pantio Club) - klub, którego nazwę wymyśliłam.


BANG! Pierwsze, prawdziwe spotkanie naszych bohaterów :) 

Jak się podoba? I co myślicie, jak potoczy się dalej ta impreza... ? Jeśli pojawią się tu jakieś komenatrze, to następny rozdział pojawi się jeszcze w ten weekend. :))

xoxo, natt <3

 

poniedziałek, 24 lutego 2014

Rozdział 4

Od: Mama

Gdzie jesteś? Martwię się. Przyjdź i pożegnaj się z babcią, bo zaraz zabierają ją ze szpitala... 

 

Do: Mama

Niedługo będę.

 

To jeszcze bardziej pogorszyło mój stan. Zabierają babcię i gdzie ją zawiozą? Tak, do jebanej kostnicy. 

---------------------------------   


Teranee's view:

Właśnie wybudziłam się ze śpiączki. Czułam się strasznie dziwnie. Moje ciało było słabe i wiotkie. Niemal nie miałam czucia. Jestem już po przeszczepie. Tak, dobrze widzicie. Przeszczepie serca. Gdyby nie serce starszej kobiety, nie byłoby mnie tu teraz. Gdy tylko otworzyłam oczy, ujrzałam moją siostrą siedzącą obok mojego łóżka. Ten widok nieco mnie zadziwił. Spojrzałam na nią z pytającym wzrokiem. Popatrzyła na mnie ze smutkiem widniejącym na jej twarzy. Wiedziałam, że jej na mnie zależy i że się o mnie martwi. Ja jednak nie byłam jeszcze gotowa na bliższy kontakt z nią. Miałam leżeć w szpitalu jeszcze tydzień. Chciałam, aby czas leciał szybciej, bo strasznie się tam nudziłam. Leżenie definitywnie nie jest dla mnie.


*6 dni później*

 

Dzień przed wyjściem ze szpitala, przyszła do mnie pewna kobieta.

- Czy mogę wejść? - zapukałam do drzwi mojej sali, które były otwarte, więc mogłam ją zobaczyć.

- T-tak... Ale w jakiej pani sprawie? - zapytałam prosto z mostu, bo przypuszczałam, że pomyliła salę.

- Przyszłam, bo... - spuściła swój wzrok na podłogę. - Mam ci coś ważnego do powiedzenia, kochanie. - hej... chwila! Czy ja jej skądś nie znam? I ten przemiły akcent na słowo "kochanie". Kojarzyłam skądś tą kobietę.

- Przepraszam, czy my przypadkiem nie spotkałyśmy się w przychodni w Seattle? - zapytałam, marszcząc brwi, gdy przypomniałam sobie, gdzie ją widziałam.

Kobieta spojrzała na mnie i po chwili powiedziała - Ah tak! To przecież ty pomogłaś mi dojść do doktora Laughs'a! - złączyła swoje dłonie, niemal krzycząc. Widziałam wielkie zdziwienie i zakłopotanie wymalowane na jej twarzy. - To dość trudne... bo wiesz... chciałam, abyś wiedziała, że...

- Niechże pani w końcu to powie! - wydusiłam zirytowanym głosem.

- Chcę, byś wiedziała, kogo serce posiadasz. Masz serce mojej matki. Zmarła 8 dni temu, w tym szpitalu. 

- Bardzo mi przykro... to dla mnie ciężka sytuacja. Niełatwo jest żyć z myślą, że ktoś musiał umrzeć, abym ja mogła żyć. - moja mina posmutniała, a ton głosu stał się prawie niesłyszalny.

- Głowa do góry, kochanie. Moja matka była wspaniałą kobietą. Miała dobry charakter. Mimo, że była po 60-siątce, to miała bardzo dobrą kondycję. - zaśmiała się lekko. - Pomyślałam, że będzie ci lepiej, gdy będziesz wiedziała, do kogo należało teraz już twoje serduszko. - podniosła się z krzesła. - Dbaj o nie. - podeszła do mnie i pogłaskała mnie po głowie, a następnie po prostu wyszła.

- Do widzenia... - powiedziałam, gdy była u progu drzwi. Jednak kobieta nie odpowiedziała mi już.

 

Justin's view:

To był dzień pogrzebu. Ubrałem białą koszulę, czarną marynarkę i ciemne jeansy. Chciałem, aby to jak najszybciej się skończyło. Moja mama od rana ocierała łzy z twarzy. Nie mogłem na to patrzeć, więc po prostu wyszedłem z domu. Pałętałem się po mieście, nie robiąc nic innego, jak myśląc o pogrzebie. Nie wracałem już do domu, tylko od razu udałem się pod kościół. Nigdy do niego nie chodziłem, były tylko wyjątki, jak ten. Msza trwała krótko ponad godzinę, a pogrzeb trochę mniej. Następnie wszyscy się rozeszli i na cmentarzu, przy babci zostałem tylko ja, mama, Jazmyn, Jaxon i dziadek. Staliśmy tam cicho, nie odzywając się nawet. Każdy z nas potrzebował chwili rozmowy z babcią. Nie byliśmy tam długo, ponieważ było bardzo zimno. Pożegnaliśmy się z babcią i wróciliśmy do domu.

- Byłam dzisiaj u dziewczyny, która teraz ma serce waszej babci. - powiedziała moja mama, wchodząc do domu. - Bardzo miła i przy tym śliczna. Zasmuciła się trochę, gdy opowiadałam jej, jaka była Diane (babcia). Ale wszystko jej wytłumaczyłam i myślę, że będzie dobrze. - słuchałem jej, co tak naprawdę mnie nie interesowało. Niech sobie żyje z sercem mojej babci, szczerze? Miałem to gdzieś.

 

Teranee's view:

Dzień wyjścia ze szpitala! Yaaaay, tak się cieszę! Mogę już na szczęście chodzić o własnych siłach i inne czynności też wykonuję już sama. 

- No to skarbie, wychodzimy! - krzyknęła optymistycznie moja mama, wchodząc do sali. 

- Wychodzimy, na szczęście. - uśmiechnęłam się miło. Tata wziął mnie pod rękę, tak na wszelki wypadek i powoli wychodziliśmy ze szpitala. Czekała nas długa droga do domu. 


--------------------------


cześć kochani! :) nie doszło jeszcze do spotkania Teranee i Justina face-to-face, ale może wydarzy się to w następnym rozdziale... ? ;) tak, stanowczo tak :))