Strony
"Two people can look at the same thing and see it differently." - Justin Bieber
sobota, 12 kwietnia 2014
środa, 9 kwietnia 2014
Rozdział 12
Justin's view:
Nie mogłem tak siedzieć i nic nie robić. Nadal nie wiedziałem, dlaczego chce ode mnie odpocząć. Najlepszym rozwiązaniem było pogadanie z nią, więc podniosłem dupę z łóżka i wybiegłem z domu, wchodząc do auta. Włączyłem głośną muzykę i ruszyłem w stronę domu Teranee. Musiałem się dowiedzieć, na czym stoję.
---------------------------------
Po kilku minutach byłem już pod zamierzonym celem. Wyciągnąłem jeszcze szybko fajkę z kieszeni i zapalniczkę. Wdychając, odprężałem się. Wyszedłem z auta, opierając się o nie. Jedną rękę miałem w kieszeni moich niskich spodniach, a drugą trzymałem szluga. Gdy skończyłem palić, rzuciłem końcówkę papierosa na ulicę i przygniotłem go butem. Następnie udałem się do drzwi Teranee. Delikatnie zapukałem i czekałem, aż ktoś mi otworzy. Miałem nadzieję, że to będzie właśnie Terri.
- Spodziewacie się kogoś? - usłyszałem damski głos z wnętrza domu.
- Tak, to do mnie! - krzyknął inny, ale też damski głos. To była ona.
- Um.. dzień dobry. - oblizałem usta, gdy otworzyła mi mama Terri. - Czy zastałem Teranee? - zapytałem grzecznie, wyjmując ręce z kieszeni.
- Witaj. - przyjacielsko się uśmiechnęła. - Tak, jest u siebie w pokoju. - wskazała na schody. - Chyba na ciebie czeka. - posłała mi uśmiech mówiący dzieci-i-ich-miłość. Szkoda, że to nie było to.
- Dziękuję. - odpowiedziałem, ściągając buty. Wiedziałem, że Terri spodziewała się kogoś innego, wcale nie mnie. Pospiesznie wszedłem po schodach. Zapukałem lekko do drzwi od jej pokoju, które były uchylone.
- Wchodź Jo... - urwała, gdy odwróciła się i zobaczyła mnie. - Justin?
- Spodziewałaś się kogoś innego? Przykro mi, że teraz widzisz tylko mnie.
- Co ty tu robisz? - rzuciła, by zmienić temat.
- Przyszedłem, bo hm... chciałem cię po prostu zobaczyć. - stanąłem na środku pokoju, z rękoma w kieszeniach i jedyne co robiłem, to patrzałem się na nią. Miała na sobie te ciasne spodnie. Nie wiem jak wy, dziewczyny to nazywacie. Leginsy? Tak, coś w tym stylu. Jej tyłek zajebiście się w nich odznaczał i nie powiem, było na co patrzeć.
- Mnie, czy mój tyłek? - przechyliła głowę na bok.
- Przepraszam. - przyłożyłem dłoń do ust, bo mnie to rozbawiło. Podszedłem do niej i złapałam delikatnie jej biodra. - Nadal chcesz ode mnie odpoczywać? - wydąłem dolną wargę.
- Chcę. - powiedziała stanowczo, zrzucając moje dłonie z jej ciała. Wiedziałem jednak, że to nie była prawda. Musiałem znaleźć tylko sposób na załamanie jej.
- Czy na pewno? - złapałem ją ponownie, dodatkowo przybliżając swoją twarz do jej. Ustami przejechałem po policzku i po szyi.
- Tak Justin, na pewno! Nie próbuj mnie uwodzić. - odpowiadała, stojąc sztywno. Jeszcze tylko chwila.
- A czy ktoś tu kogokolwiek uwodzi? - musnąłem płatek jej ucha, przechodząc do linii szczęki. Muskałem po kolei kawałki jej policzka, aż w końcu doszedłem do ust. Wtedy Terri odwróciła głowę, nie chcąc pocałunku. Wziąłem jej twarz w dłonie, z powrotem obracając w moją stronę. - Nie mogę cię pocałować?
- A niby dlaczego byś mógł? - zapytała, przez co straciłem jakiekolwiek orientowanie się w sprawie. - Bo w sumie kim ty dla mnie jesteś? Kolegą, znajomym, przyjacielem? - odeszła ode mnie, rzucając ręce w powietrze. Wiedziałem czego chciała - chciała ustabilizowania.
- Terri... - zacząłem, jednak na marno.
- Nie Justin! Nie możemy się na razie widywać, rozumiesz? Chcę to przemyśleć!
- Terri, ja... - znów zacząłem i znów nie pozwoliła dojść mi do słowa.
- Nie!
- Ukhm... chyba masz gościa. - wskazałem na drzwi. Odwróciła się, a następnie jej policzki zrobiły się czerwone. Stał tam jakiś chujowy koleś. Był ubrany w byle co i tak też wyglądał. Zresztą, w dupie miałem jego wygląd, kim on do cholery był?
- Oh, cześć John. - podeszła z uśmiechem i go przytuliła, a wtedy moja krew zawrzała. - Przepraszam cię za to... siadaj, Justin właśnie wychodzi. - wskazała delikatnie na korytarz, a następnie na niego wyszła, czekając na mnie. Ruszyłem powoli do przodu, jednak przed wyjściem posłałem niejakiemu Johnowi znaczące spojrzenie. Niech tylko czegoś spróbuje.
- Świetnie, jeszcze mnie wyganiasz? - stanąłem przed nią już w korytarzu wyjściowym, opierając się plecami o drzwi.
- Nie wyganiam cię, ale co niby miałbyś z nim robić? - wskazała za siebie, mówiąc o Johnie.
- A co niby będziesz z nim robić ty? - oblizałem usta, czekając na jej odpowiedź.
- To mój przyjaciel, zwykłe przyjacielskie spotkanie. - podniosła ręce do góry.
- Mam nadzieję, bo jeśli czegokolwiek spróbuje...
- Spokojnie. - podeszła do mnie i poprawiła mi kurtkę. - Idź już. - pogładziła mój policzek.
- Jestem tu jutro punkt 15 i nie obchodzi mnie kurwa żaden John, ani nikt inny. - powiedziałem lekko sfrustrowany, łapiąc jej dłoń.
- Tak jest, panie Bieber! - kiwnęła zabawnie głową.
- To co, dasz mi całusa? - uśmiechnąłem się łobuzersko. Stanęła na palcach i złapała moją twarz w swoje małe dłonie. Złączyła moje usta z jej, dokładając do tego pasję.
- Do jutra. - posłała swój anielski uśmiech.
- Do zobaczenia Księżniczko. - powiedziałem i zauważyłem jeszcze czerwony kolor na jej policzkach, a następnie zamknęła drzwi. Pospiesznie wsiadłem do swojego auta. Trudno mi się do tego przyznać, ale siedziałem w aucie, na jakimś ciemnym parkingu i obserwowałem do której kurwa ma zamiar siedzieć ten cały John. Minęło trochę czasu, po którym postanowiłem napisać do Terri.
Do: Terri
Ile ten skurwysyn będzie jeszcze tam siedział?
Wysłałem w nerwach tego sms'a. Może trochę przesadzałem. Nie. Nie przesadzałem.
Od: Terri
Jeśli chcesz, abyśmy się jutro spotkali, to nie zachowuj się jak dupek. Niedługo idzie.
Do: Terri
Mam nadzieję.
Zignorowałem pierwszą część sms'a i odpisałem tylko na drugą. Już dość wkurwiał mnie jej przyjaciel. Po kilkunastu minutach wyszedł z domu Terri, a ja wyszedłem z auta. Nie tak miał dziś się skończyć ten wieczór. Wdrapałem się po rurze i byłem tuż przed jej oknem. Miała zasłonięte zasłony, ale nie do końca, przez co mogłem ją zobaczyć. Leżała na łóżku, zawinięta w kłębek.
Do: Terri
Spójrz w okno kochanie.
Obserwowałem jej reakcję. Przeczytała sms'a i niechętnie wstała z łóżka. Pewnie myślała, że sobie z niej żartuje. Odsłoniła zasłony i odskoczyła przestraszona do tyłu. Widocznie przestraszyła się mojego dzióbka, przyklejonego do okna. To prawda, lubię straszyć ludzi.
- Czy ty ogłupiałeś?! - krzyknęła zirytowana, otwierając okno, abym mógł wejść.
- To tylko niewinny dzióbek... - zaśmiałem się.
- Śmieszne, doprawdy. - parsknęła.
- Czy komuś tu zbliża się okres? - złapałem ją od tyłu, śmiejąc się.
- Dziękuję, że jesteś. - odwróciła się i złapała mnie za szyję. Tego się nie spodziewałem. Następnie położyliśmy się i leżeliśmy. Ona miała głowę na moim torsie, a ja rękę wokół jej talii. Przerwał nam cholerny telefon. Mój oczywiście.
*rozmowa telefoniczna*
- Yep? - odezwałem się.
- Bieber, czy ty o czymś nie zapomniałeś? Jest zaraz 22, a ciebie kurwa dalej nie ma! - usłyszałem wkurzony głos Samuela. Kurwa, zapomniałem o wyścigach.
- Ja pierdole...
- Zjawiasz się tu w przeciągu 10 minut, albo nigdy więcej interesów ze mną. Zrozumiałeś? - powiedział surowym tonem i się rozłączył.
*koniec rozmowy telefonicznej*
Teraz musiałem opuścić Terri. Był jeden problem - miałem być dupkiem i ją okłamać?
-----------------------------------------
buuum!
Jednak nie było nic negatywnego, bo będzie w następnych rozdziałach.
Śledźcie, czytajcie:)
OCENAJCIE, KOMENTUJCIE. PROSZĘ.
To dla was się staram, więc proszę doceńcie to i dajcie coś od siebie:(
+ pamiętajcie o możliwości pytania mnie o jakiekolwiek sprawy na asku, którego podałam w poprzednim poście. :)
kocham was all, dobrej nocy! nati
sobota, 5 kwietnia 2014
Informacja
Cześć wam!
Jak leci sobota? Bo u mnie nudno...
Chcę umieścić tu link do ask'a, gdzie możecie mnie pytać o opowiadanie i takie różne. Chcecie się czegoś dowiedzieć, to wchodźcie i śmiało zadawajcie pytania :) - http://ask.fm/natbelieber1994
Pozdrawiam wszyyyyyyystkie mordki, które wchodzą i czytają moje opowiadanie. Już niedługo 1000 wyświetleń - za co wam bardzo dziękuję.
Trzymajcie ode mnie perfekcyjnego Biebera :)
Do następnego rozdziału, xoxo. - Natala
czwartek, 3 kwietnia 2014
Rozdział 11
- Powiedz "Przepraszam Justin"!
- Nie! - śmiałam się coraz bardziej, a on nadal nie przestawał. Wymiękłam. - Prze-przepraszam Ju-justin! Przestań, pro-proszę!
- I nie można było tak od razu? - puścił mnie, a na jego twarzy pojawił się głupi uśmieszek.
- Nie można było. - wystawiłam mu język.
- Wiedz, że będziesz tak ulegać w wielu kwestiach, kochanie. - powiedział, zbliżając się do mnie i składając na moich ustach namiętny pocałunek. Nie narzekając, oddałam mu go.
-------------------------------------------
To było głupie, bo po chwili szybkiego namysłu powiedziałam sobie "co ja właśnie robię?". Przecież Justin nie był moim chłopakiem, znaliśmy się dosyć krótko i nie byłam gotowa na coś więcej niż niezobowiązująca przyjaźń. A my właśnie leżeliśmy na plaży, całując się. Momentalnie walnęłam się w myślach w głowę. Oderwałam się od niego i powoli wstałam. Założyłam z powrotem buty i odeszłam od Justina, jak gdyby nigdy nic. Czułam, jak swoim wzrokiem wypala mi dziurę w plecach. Weszłam do jego samochodu i po prostu czekałam, bo wiedziałam, że zaraz się pojawi.
- Terri, co się stało? Co jest? - zapytał od razu, gdy usiadł na miejsce kierowcy.
- To wszystko... wszystko leci za szybko. - odpowiedziałam, kręcąc głową. Mogłam zauważyć, jak Justin zaciskał swoje pięści na kierownicy, ponieważ jego knykcie pobielały.
- Rozumiem. - to wszystko. Nic więcej nie powiedział. Byłam aż zdziwiona jego zachowaniem. Musiał wiedzieć, że ze mną nie wygra. Czułam się źle, bo przez całą drogę nie zamieniliśmy ze sobą ani słowa. Czar prysł - nie miałam zamiaru zachowywać się, jakby był moim chłopakiem, bo nim nie był i nawet bym tego nie chciała. Jestem jeszcze niedojrzała psychicznie do jakiegokolwiek związku. Tak sądzę.
- Dziękuję za dzisiaj. Było cudownie. I przepraszam. - delikatnie położyłam swoją dłoń na jego. Chciałam mu pokazać, że to nie jego wina.
- Cudownie? To - obrócił palcem w powietrzu - nazywasz cudownym? - podniósł brwi, czekając na moją odpowiedź. Tak, zadręczał się.
- W porządku Justin. Było naprawdę fajnie. - położyłam swoje obie splecione ręce na kolanach, patrząc się przed siebie. Nie mogłam patrzeć wtedy na niego. - Nie jestem gotowa na nic więcej. Przepraszam. Jak zwykle wszystko spieprzę, ale ja tego nie chcę, rozumiesz? Nie chcę angażowania się i tych wszystkich innych spraw, które mnie do ciebie cholernie przywiążą. Chyba powinniśmy odpocząć. Ja powinnam... - popatrzyłam się na niego, ale jego wzrok niestety nie był mną zainteresowany. Justin patrzył w bok, przez okno.
- Nie odpuszczę. - oblizał usta i przeczesał nerwowo włosy.
- Cześć, Justin. - pogładziłam kciukiem wierzch jego dłoni. Następnie wyszłam z auta i skierowałam się do swojego domu. Dręczyło mnie to, co miały znaczyć jego ostatnie słowa - "nie odpuszczę". Jednak chciałam o tym dzisiaj zapomnieć.
Justin's view:
Kurwa, co to miało znaczyć? Co ja do chuja zrobiłem, żeby sobie na to zasłużyć? Miałem ochotę teraz coś rozwalić. Odpaliłem auto i z piskiem opon odjechałem spod domu Teranee. Wiedziałem, gdzie się udać. Tylko jeden człowiek mógł dzisiaj dać mi to, co potrzebowałem - Samuel. Podjechałem pod zniszczony budynek. Tam zwykle przesiadywał.
- Chodź tu, skurwysynie! - krzyknąłem, mocno zdenerwowany. - Samuel! - od razu wyłonił się zza kruszącego się filara. Stał tam obwieszony w swoje łańcuchy i pakował torbę. Nie musiałem pytać, co w niej było.
- Jeśli coś chcesz, to tu podejdź, pizdo.
- Jeszcze słowo. - ostrzegłem go. Nie miałem sił na gówniane przepychanki. Chciałem jedynie zioło.
- Bierz i znikaj. - pokazał na zapakowaną po brzegi torbę. - Albo zostań chwileczkę... wrócisz do nas? - racja, mieszkałem tu niedługo, ale zdążyłem już zaznajomić się z niewłaściwymi osobami. Brałem udział w nielegalnych wyścigach ulicznych, a Samuel chciał, abym to kontynuował.
- Jakieś konkrety?
- Jutro, 22. Na placyku, jak zwykle. - rzucił, zakładając torbę na ramię. Wiedziałem, że powinienem wtedy powiedzieć nie, ale byłem zbytnio wkurwiony.
- Postaram się. Yo. - podałem mu rękę i ruszyłem z towarem do auta. Od razu odpaliłem zioło i przycisnęłem pedał gazu do 200 km/h. Było niebezpiecznie. Jednak jestem znakomitym kierowcą i dzięki temu bez problemu dojechałem do domu. A właściwie do domu Dylana.
- Siema, stary. Co tak wleciałeś? - powiedział, przeżuwając coś w buzi.
- Mam towar, chcesz?
- Zgłupiałeś? Miałeś z tym skończyć, idioto! Teranee nie będzie zadowolona. - powiedział, zrzędliwym głosem.
- W dupie mam Teranee i wszystkie inne laski.
- Uuuuu, dała ci kosza? - uderzył mnie pięścią w ramię.
- Zamknij się, zanim rozwalę ci nos.
- Wyluzuj! - odpowiedział, biorąc do ręki telefon.
- Od kiedy ty piszesz sms'y?
- Od wczoraj. - powiedział z sakrazmem. - Muszę się z nią jakoś kontaktować.
- Z nią? - zapytałem zdezorientowany, wskazując na telefon. - Nieeeee! - krzyknąłem, łapiąc o co w tym wszystkim chodzi.
- Tak, jest już moja. - na jego twarzy pojawił się głupi uśmieszek. Wiedziałem, że zdążył już przelecieć Mię. Jednak ja mimo tego, że nie chciałem o niej myśleć, wciąż to robiłem. Nie mogłem wyrzucić Terri z głowy. - Idziesz z nami na imprezę? - zapytał z nadzieją. Teranee nie wiedziała, że ja i Dylan jesteśmy przyjaciółmi. Zresztą Mia chyba też nie. To nie był czas na podwójną randkę. Zdecydowanie nie.
- Kiedy? - zapytałem jednak, żeby nie zabrzmieć chamsko.
- Jutro, jakoś o 21. Co ty na to? - wstał z kanapy, trąc tył głowy i kierując się do kuchni.
- Jutrzejszy wieczór mam już zaplanowany. Ja, moje auto i nikt więcej. Siema! - wstałem z miejsca i wychodziłem już z jego domu, gdy mnie zatrzymał.
- Justin, nie rób tego. To gówno jest nałogiem - wciągnie cię, zanim się skapniesz. - spojrzałem na niego wzrokiem mam-to-w-dupie i strąciłem jego rękę z mojego ramienia. Miałem głęboko to, co on na ten temat myśli. Musiałem się jakoś rozerwać.
Teranee's view:
Nie chciało mi się iść na tą imprezę, ale się zgodziłam, bo chciałam poznać tego Dylana. Byłam ciekawa kim on jest i jaki jest. To było dopiero jutro, a przed sobą miałam jeszcze cały dzisiejszy wieczór. Leżałam na łóżku, w ciepłych skarpetkach, w za dużej bluzie, z kubkiem kakao w ręce oglądając jakiś denny film, który mało mnie interesował. Zbawił mnie mój śpiewający telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, z nadzieją, że odezwał się Justin. Jednak, "nadzieja matką głupich". Napisał do mnie Josh.
Od: Josh
Co robisz? Wpadaj do mnie, bo się zanudzę.
Zdziwiłam się, gdy odczytałam tego sms'a, bo w sumie dawno już nie gadaliśmy jak przyjaciółka, z przyjacielem.
Do: Josh
To ty wpadaj, bo nie mam kompletnie humoru. Czekam! x
Gdy nie odpisał, wiedziałam, że będzie za jakieś 10 minut. Josh był typem człowieka, który przybywał, jak tylko go potrzebowałaś. I to mi się w nim podobało. Mogłam na nim polegać.
Justin's view:
Nie mogłem tak siedzieć i nic nie robić. Nadal nie wiedziałem, dlaczego chce ode mnie odpocząć. Najlepszym rozwiązaniem było pogadanie z nią, więc podniosłem dupę z łóżka i wybiegłem z domu, wchodząc do auta. Włączyłem głośną muzykę i ruszyłem w stronę domu Teranee. Musiałem się dowiedzieć, na czym stoję.
---------------------------------
Ta daaaam!
Mogę tylko powiedzieć, że kolejny rozdział będzie miał wiele wrażeń. Tych pozytywnych, ale negatywnych również.
Oceniajcie.
SEE YA! - Natalia :)
czwartek, 27 marca 2014
Rozdział 10
- Słyszałem, skarbie. - podszedł do mnie od tyłu, łapiąc mnie w talii i dał buziaka w policzek. - Czekam na dole. Masz 5 minut! - krzyknął otwierając okno i zjeżdżając po metalowej rurze. Wyglądał dziś cholernie dobrze i musiałam zrobić tak, aby zwrócił na mnie swoją uwagę.
------------------------------------
Pobiegłam szybko do łazienki, by się odświeżyć - wzięłam 3-minutowy prysznic, nałożyłam puder, pomalowałam na nowo rzęsy i podkreśliłam delikatnie usta czerwoną szminką. Zrobiłam koński ogon, wypuszczając po bokach pojedyncze pejsy. Kitkę przeczesałam jeszcze szczotką i wyszłam z łazienki. Następnie podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam cieniowane jeansy, na górę założyłam luźną, turkusową bluzkę na ramiączkach. Do tego dobrałam zegarek, kolczyki i pierścionek. Na nogi pospiesznie włożyłam niebieskie vansy. Na to zarzuciłam moją czarną skórę i wzięłam zwykłą torebkę, którą założyłam przez ramię. Psiknęłam na siebie jeszcze jakiś dobrze pachnący perfum i byłam gotowa zejść do Justina.
- Wychodzę! - krzyknęłam do mamy, stojącej w kuchni.
- Kiedy będziesz?
- Mam telefon, więc dzwoń, gdy będzie już ten czas! - rzuciłam szybko, zamykając drzwi. Usłyszałam jeszcze jakiś komentarz mojej siostry na temat mojego ubioru. Coś w stylu: "To ty na grzyby idziesz?". Fakt, nie ubrałam się oszołamiająco, jak to miało być, ale postawiłam na wygodę. Bez zastanowienia wsiadłam w auto Justina, czekające pod moim domem i zapinałam już pasy.
- Co ci jest? - zapytałam marszcząc brwi, gdy zauważyłam jego minę.
- Nic mi kurwa nie jest... Nic! - rzucił, uderzając dwoma rękoma o kierownicę. - Szkoda, że nie przyszłaś za kolejną godzinę! - krzyknął mocno wkurzony, gdy spojrzałam na zegarek. Była 18:15, co oznaczało, że szykowałam się 25 minut.
- Uhm.. przepraszam Justin. Nie powinnam... - zaczęłam, gdy ten mi przerwał.
- Tak kurwa! Nie powinnaś, więc teraz zamknij gębę i ciesz się, że jeszcze tu jestem! - te słowa były przepełnione jadem. Poczułam, jakby coś przewracało mi się w żołądku. Miałam teraz ochotę wyjść i wrócić się do domu. Droga była cicha. Cały czas patrzyłam w okno, nie odzywając się do Justina. Wsadził rękę do kieszeni swoich obwisłych jeansów i wyciągnął z nich papierosy. Z paczki wyciągnął zapalniczkę i odpalił papierosa. Otworzył okno, zaciągał się i wypuszczał dym przez okno. Wyglądał cholernie seksownie. Jeszcze nie wiedział, że ja też palę. Rzadko, ale palę...
- Mogę? - powiedziałam jak zwykle coś, czego nie przemyślałam. Nie chciałam, żeby wpadł w kolejną furię.
- Co? - rzucił niemile.
- Papierosa. - wtedy odwrócił głowę w bok i popatrzył na mnie głupio.
- Zwariowałaś?
- Nie, Justin. Ja też palę. - powiedziałam pewna siebie.
- Więc od dzisiaj już nie. - nawet na mnie nie spojrzał, tylko po prostu głupio się uśmiechnął. Wiedziałam, że w jego towarzystwie nie będę mogła palić. Postanowiłam nie kontynuować rozmowy. Jechaliśmy jeszcze jakieś 5 minut. Justin zgasił silnik i wyszedł z auta, a ja spostrzegłam z okna, że jesteśmy pod... MacDonaldem?! Nie wierzę, że ten kretyn zabrał mnie właśnie tutaj.
- Wysiadaj. - otworzył mi drzwi.
- Serio jechaliśmy tyle, żeby zjeść jakiegoś głupiego fastfooda? - zapytałam z rozbawieniem namalowanym na twarzy.
- Tu sprzedają najlepsze shake'i! - rzucił śmiejąc się i pokazując na budynek. Zaśmiałam się głośno. Przeszło mu, co mnie bardzo ucieszyło. Tak naprawdę nie obchodziło mnie gdzie jesteśmy. Liczyło się tylko to, że jestem z nim. Wkurzał mnie milion razy na minutę, ale mimo tego nie miałam go dość. - A więc panna Causser je fastfoody? - powiedział zajadając się frytkami.
- Owszem. Czy widzisz tu jakiś problem? - powiedziałam zawadiacko.
- Bingo. Widzę ich wiele, ale opowiem ci o nich potem... - szepnął mrugając do mnie. Na moje policzki wkradł się rumieniec.
- Nienawidzę cię!
- Czy to moja wina, że właśnie tak na ciebie działam? - wziął łyk shake'a.
- Zamknij się już, proszę. - zachichotałam i kopnęłam go w nogę pod stolikiem.
- Ał! Terri! - krzyknął, jakby obrażony.
- Myślałeś, że tego nie zrobię? - uniosłam brew. - Jeszcze mnie nie znasz, Bieber. - rzuciłam swój cwaniacki uśmiech.
- Poznam przy najbliższej okazji. - ukazał rząd swoich białych zębów. Czy on musiał mieć zawsze niestosowne myśli? Ugh, nienawidzę tego. Siedzieliśmy tam jeszcze może z pół godziny, a potem znowu ruszyliśmy w podróż... Trwała ona jednak dużo krócej, niż poprzednia.
- Chcę ci coś pokazać. Coś pięknego. - powiedział, łapiąc mnie za dłonie. - Ale musisz zakryć oczy.
- Co takiego?! Oj, nie Justin. Wybacz, ale... - przerwał mi.
- Nie ufasz mi?
- Uhm, ufam.
- Więc zawiąż sobie oczy, skarbie. - posłał mi uspokajający uśmiech.
- Oczywiście... - wyjęczałam i zawiązałam chustę na oczy. Prowadził mnie ostrożnie, trzymając cały czas w talii. W końcu doszliśmy do miejsca. Usłyszałam szum. Justin rozwiązał mi delikatnie chustkę i moim oczom ukazał się widok małego, niebieskiego jeziorka, z niewielką plażą. To było przepiękne.
- Coś wspaniałego! - rzuciłam w zachwycie. Wtedy Justin oplótł swoje ręce wokół mojej talii i oparł swoją głowę na mojej. Położyłam swoje dłonie na jego i staliśmy tak po prostu w ciszy.
- Jesteś pierwszą osobą, której to pokazałem. - szepnął mi do ucha.
- Dziękuję. - obróciłam się. Wtedy on pochylił się i złączył moje usta z jego. Złapał mnie za uda i uniósł, a ja owinęłam swoje nogi wokół jego talii. Moje ręce spoczywały na jego karku. Przewróciłam głowę, aby dać mu lepszy dostęp. Wtedy postanowiłam zrobić coś, nad czym nie zastanawiałam się długo. Puściłam jego wargi i szybko liznęłam czubek jego nosa. Wywinęłam się z jego silnych objęć i wystawiłam mu język.
- Nie przemyślałaś tego! - krzyknął rozbawiony i zaczął mnie gonić. Ściągnęłam szybko buty i biegłam wzdłuż brzegu. Justinowi nie zajęło dużo czasu dogonienie mnie, bo zaraz już mnie miał. Złapał mnie od tyłu za talię i obkręcił jak małe dziecko. Zaśmiałam się. Następnie razem upadliśmy na piasek. Justin złapał moje ręce i umieścił nade mną, trzymając je tam mocno.
- Nie wiesz, co właśnie zrobiłaś. - powiedział, z łobuzerskim uśmiechem. Wiedział, że mam straszne gilgotki, więc zaczął mnie wszędzie gilgotać. Dosłownie wszędzie!
- J-jjustin! Prze-przestań! Proszę! - nie mogłam przestać się śmiać.
- Powiedz "Przepraszam Justin, nie chciałam tego zrobić". - dał mi rozkaz, śmiejąc się przy tym.
- N-nnie!
- Powiedz "Przepraszam Justin"!
- Nie! - śmiałam się coraz bardziej, a on nadal nie przestawał. Wymiękłam. - Prze-przepraszam Ju-justin! Przestań, pro-proszę!
- I nie można było tak od razu? - puścił mnie, a na jego twarzy pojawił się głupi uśmieszek.
- Nie można było. - wystawiłam mu język.
- Wiedz, że będziesz tak ulegać w wielu kwestiach, kochanie. - powiedział, zbliżając się do mnie i składając na moich ustach namiętny pocałunek. Nie narzekając, oddałam mu go.
-------------------------------------------
witajcie kochani :) co myślicie o rozdziale? Justin i Teranee są coraz bliżej, ale czy tak pięknie będzie już zawsze? Przekonacjcie się sami, czytając kolejny rozdział!
+przepraszam, że rozdziały są dodawane rzadko, ale mam teraz masę nauki. :(
Dziękuję za odwiedzanie bloga i zachęcam do czytania.
Next chapter - already soon! CANT WAIT!
kisski, natix ♥♥
piątek, 21 marca 2014
Rozdział 9
Byłam już u Mii. Zrobiła mi gorącą czekoladę i poszłyśmy do niej na górę.
- Więc opowiadaj, krętaczko. - zaśmiałam się.
- Okej, ale nie bądź zła Terri. - powiedziała niepewnie, ze skrzywioną miną. Bałam się, czym może mnie zaskoczyć.
------------------------------------------
- Lepiej zacznij mówić, bo już się boję.
- No więc... wczoraj, jak przyjechałyśmy z imprezy, to się rozeszłyśmy prawda? - zapytała, na co kiwnęłam głową. - No i wtedy szłam do domu no i zaczepił mnie jeden chłopak.
- Halo Mia, co to ma do rzeczy? - powiedziałam do niej, lekko zdezorientowana.
- No słuchaj do końca i nie przerywaj mi! - krzyknęła, na co się zaśmiałam pod nosem. - I zaprosiłam go wtedy do domu, bo to był Dylan, czyli ten, z którym tańczyłam przez cały czas na imprezie. No i właśnie... - wtedy wszystko zaczęło mi się układać.
- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że wy... ? - rozszerzyłam oczy w zdziwieniu. Mia wtedy nie odpowiedziała, więc wiedziałam, że to prawda. Oni się ze sobą przespali. - Straciłaś dziewictwo z chłopakiem, którego tak naprawdę nie znasz?!
- Przestań, Terri... wiem, że popełniłam błąd, nie wiem co robić.
- Nooo świetnie! Też bym nie wiedziała! Nie mogę uwierzyć, ugh. Zabiję go! - krzyknęłam sfrustrowana. Chodziłam po pokoju w tą i z powrotem z nerwów. - Dobrze, uspokój się. Stało się i już nic nie zrobimy. - usiadłam na łóżku obok Mii i ją przytuliłam. - Będzie w porządku kochanie. - Tak naprawdę nie wiedziałam, jak jej pomóc. Ja nawet nie wiedziałam, czy ona tego żałuje czy też nie! Ale na razie ona musi odpocząć. Gdy tak rozmyślałam, spojrzałam na nią i zobaczyłam, że usnęła w moich objęciach. Pocałowałam jej czubek głowy i powoli wstałam.
Usnęłaś. Gdy się otrząśniesz, daj znać. Jestem z tobą słonko. Bardzo cię kocham, xo!
Napisałam jej kartkę z taką treścią i położyłam na jej biurku. Następnie wyszłam z jej domu. Spojrzałam na zegarek - było już po 17! Zasiedziałam się u Mii, a przecież Justin miał być pod moim domem o 17. Zaczęłam iść pospiesznym krokiem. Byłam już przy bramce, gdy nagle ktoś pociągnął mnie za rękę w ciemny zaułek.
- Witaj, ślicznotko. - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo wtedy on, czyli Justin przycisnął swoje usta do moich! Co za bezczelny człowiek!
- Co ty wyprawiasz?! Chcesz, żebym dostała zawału?!
- Na mój widok? - powiedział z łobuzerskim uśmiechem.
- Och, nie, nie na twój widok. Naprawdę się przestraszyłam!
- Zrobiłem to, bo ktoś tutaj jest niepunktualny! - wziął mnie za rękę i szliśmy w stronę drzwi.
- Mhhhm, a mogę wiedzieć dlaczego trzymasz moją rękę? - zapytałam rozbawionym głosem.
- Świetnie ci w tych skarpetkach. - powiedział, by zmienić temat. Spojrzałam na swoje nogi i uświadomiłam sobie, że w tym pośpiechu nie ściągnęłam moich ciepłych, domowych skarpet.
- Będziesz coś chciał! - powiedziałam z pogardą w głosie, wystawiając mu język. On się tylko zaśmiał. Byliśmy już pod moim domem. - Chyba nie będziesz tu tak stał? - zapytałam gdy sama już weszłam do wnętrza.
- Hmm, no nie wiem. Jest ktoś? - zapytał z przechyloną głową, pokazując palcem na mój dom.
- A czy to ważne? Ale nie, nie ma. - powiedziałam i nie zdążyłam nic innego zrobić, bo wtedy Justin złapał mnie i wziął na ręce "jak pannę młodą". Kopniakiem zamknął wejściowe drzwi i pospiesznie ściągnął buty. - Co ty robisz?! Justin puść mnie! - krzyczałam śmiejąc się. Wbiegł tak ze mną po schodach.
- Dopiero wtedy, gdy tamto odwołasz... - zatrzymał się.
- Ale co odwołam?
- Wystawiłaś mi wtedy język jędzo! - rzucił rozbawionym głosem.
- Jędzo?! Och, na pewno tego nie odwołam. - gadaliśmy tak, a ja ciągle byłam na jego rękach. - Puść mnie noo! - w tym momencie rzucił się razem ze mną na łóżko. Zaśmiałam się, bo to było zabawne. - Jesteś niemożliwy. - powiedziałam do niego z uśmiechem na twarzy. On leżał na plecach, patrząc się na mnie, a ja na brzuchu, oparta na łokciach.
- I właśnie za to dasz mi całusa. - odpowiedział oblizując usta. Przybliżyłam się do jego twarzy, aby zrobić mu nadzieję, że będzie to długi i namiętny pocałunek, jednak szybko cmoknęłam go w usta i wróciłam do dawnej pozycji. - Tak się nie bawimy skarbie... - złapał moje ręce i położył je nad moją głową, nadal je trzymając. Pochylił się nade mną, popatrzył mi w oczy. Z uśmiechem zbliżył się i nasze gorące usta się złączyły. Pocałunek z minuty na minutę robił się coraz głębszy. Justin złapał jedną dłonią moją twarz, a drugą trzymał na moim biodrze. Zjechał swoimi ustami na moją szyję, ssąc ja i gryząc, a z moich ust wydobył się cichy jęk. Składał czułe pocałunki na mojej skórze, od linii szczęki aż po obojczyki. Wrócił wargami na moje usta, gdzie poprosił o pozwolenie. Bez wahania mu je dałam. Nasze języki rozpoczęły kolejną bitwę, gdy nagle usłyszeliśmy otwieranie wejściowych drzwi.
- Wróciłyśmy! Jest tu kto? - krzyknęła moja mama. Była z nią też Savannah, ponieważ słyszałam ich cichą rozmowę.
- Tak, tak. Jestem. - rzuciłam szybko, wstając i prostując swoje ubrania. Podeszłam do lustra, aby sprawdzić mój wygląd, który przypominał, jakbym przed chwilą skończyła uprawiać seks. - Idź, szybko! - szepnęłam do Justina, pchając go do mojej małej łazienki w pokoju. - Siedź i się nie odzywaj! - powiedziałam, kładąc palec na moich ustach.
- Oczywiście... - usłyszałam jeszcze jego jęki, gdy już zamknęłam drzwi. Zaśmiałam się, bo czasem był strasznym marudą.
- Dzień dobry, córeczko. - powiedziała moja mama, wchodząc do mojego pokoju z uśmiechem.
- Witaj mamo. - odpowiedziałam, wtórując jej uśmiech.
- Terri... hmmm, czy tu nie było jakiegoś przystojniaka? - zapytała mnie, wąchając powietrze. Walnęłam się w myślach w głowę. Czy ten kretyn musiał się tak wypsikać?
- Och, skądże mamo. Tylko ci się wydaje. Josh tu był, bo chciał ode mnie lekcje. Nic więcej. - Josh to mój przyjaciel z klasy. Musiałam go w to wplątać, nie było innego wyjścia. Nagle w łazience coś spadło.
- Teranee, kto tam jest? - wskazała głową na drzwi łazienki.
- Okno jest tam otwarte, pewnie spadła pasta do zębów, czy coś. Idę to sprawdzić i przy okazji się wyszykuję, bo za chwilę wychodzę. - nadal kłamałam moją mamę, a ona to łatwo kupowała. Zaśmiałam się z mojej zdolności.
- Oczywiście. - powiedziała i pocałowała moją głowę. Następnie wyszła z pokoju.
- Ufffff, jakie szczęście.- powiedziałam, otwierając drzwi łazienki, z której wyszedł Justin.
- Jesteś niezła w kłamaniu, Księżniczko. - mrugnął do mnie.
- Czy ty musiałeś się tak wypsikać?! - zapytałam wkurzona.
- Nie udawaj, że ci się to nie podoba. - rzucił oblizując usta.
- Niestety, nie mogę... - powiedziałam ciszej, żeby tego nie usłyszał.
- Słyszałem, skarbie. - podszedł do mnie od tyłu, łapiąc mnie w talii i dał buziaka w policzek. - Czekam na dole. Masz 5 minut! - krzyknął otwierając okno i zjeżdżając po metalowej rurze. Wyglądał dziś cholernie dobrze i musiałam zrobić tak, aby zwrócił na mnie swoją uwagę.
------------------------------------
dzień dobry! kto nie w szkole? :) mwahahaha.
Rozdział niesprawdzany, dodany na szybko, dla was! Oceniajcie kochani.
I dziękuję za 3 komentarze pod poprzednim rozdziałem - tu też na was liczę!
#muchlove NATALA :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

