"Two people can look at the same thing and see it differently." - Justin Bieber

czwartek, 27 marca 2014

Rozdział 10

- Słyszałem, skarbie. - podszedł do mnie od tyłu, łapiąc mnie w talii i dał buziaka w policzek. - Czekam na dole. Masz 5 minut! - krzyknął otwierając okno i zjeżdżając po metalowej rurze. Wyglądał dziś cholernie dobrze i musiałam zrobić tak, aby zwrócił na mnie swoją uwagę.


------------------------------------

 

Pobiegłam szybko do łazienki, by się odświeżyć - wzięłam 3-minutowy prysznic, nałożyłam puder, pomalowałam na nowo rzęsy i podkreśliłam delikatnie usta czerwoną szminką. Zrobiłam koński ogon, wypuszczając po bokach pojedyncze pejsy. Kitkę przeczesałam jeszcze szczotką i wyszłam z łazienki. Następnie podeszłam do szafy, z której wyciągnęłam cieniowane jeansy, na górę założyłam luźną, turkusową bluzkę na ramiączkach. Do tego dobrałam zegarek, kolczyki i pierścionek. Na nogi pospiesznie włożyłam niebieskie vansy. Na to zarzuciłam moją czarną skórę i wzięłam zwykłą torebkę, którą założyłam przez ramię. Psiknęłam na siebie jeszcze jakiś dobrze pachnący perfum i byłam gotowa zejść do Justina.

- Wychodzę! - krzyknęłam do mamy, stojącej w kuchni.

- Kiedy będziesz?

- Mam telefon, więc dzwoń, gdy będzie już ten czas! - rzuciłam szybko, zamykając drzwi. Usłyszałam jeszcze jakiś komentarz mojej siostry na temat mojego ubioru. Coś w stylu: "To ty na grzyby idziesz?". Fakt, nie ubrałam się oszołamiająco, jak to miało być, ale postawiłam na wygodę. Bez zastanowienia wsiadłam w auto Justina, czekające pod moim domem i zapinałam już pasy.

- Co ci jest? - zapytałam marszcząc brwi, gdy zauważyłam jego minę.

- Nic mi kurwa nie jest... Nic! - rzucił, uderzając dwoma rękoma o kierownicę. - Szkoda, że nie przyszłaś za kolejną godzinę! - krzyknął mocno wkurzony, gdy spojrzałam na zegarek. Była 18:15, co oznaczało, że szykowałam się 25 minut. 

- Uhm.. przepraszam Justin. Nie powinnam... - zaczęłam, gdy ten mi przerwał.

- Tak kurwa! Nie powinnaś, więc teraz zamknij gębę i ciesz się, że jeszcze tu jestem! - te słowa były przepełnione jadem. Poczułam, jakby coś przewracało mi się w żołądku. Miałam teraz ochotę wyjść i wrócić się do domu. Droga była cicha. Cały czas patrzyłam w okno, nie odzywając się do Justina. Wsadził rękę do kieszeni swoich obwisłych jeansów i wyciągnął z nich papierosy. Z paczki wyciągnął zapalniczkę i odpalił papierosa. Otworzył okno, zaciągał się i wypuszczał dym przez okno. Wyglądał cholernie seksownie. Jeszcze nie wiedział, że ja też palę. Rzadko, ale palę...

- Mogę? - powiedziałam jak zwykle coś, czego nie przemyślałam. Nie chciałam, żeby wpadł w kolejną furię.

- Co? - rzucił niemile.

- Papierosa. - wtedy odwrócił głowę w bok i popatrzył na mnie głupio.

- Zwariowałaś? 

- Nie, Justin. Ja też palę. - powiedziałam pewna siebie.

- Więc od dzisiaj już nie. - nawet na mnie nie spojrzał, tylko po prostu głupio się uśmiechnął. Wiedziałam, że w jego towarzystwie nie będę mogła palić. Postanowiłam nie kontynuować rozmowy. Jechaliśmy jeszcze jakieś 5 minut. Justin zgasił silnik i wyszedł z auta, a ja spostrzegłam z okna, że jesteśmy pod... MacDonaldem?! Nie wierzę, że ten kretyn zabrał mnie właśnie tutaj.

- Wysiadaj. - otworzył mi drzwi.

- Serio jechaliśmy tyle, żeby zjeść jakiegoś głupiego fastfooda? - zapytałam z rozbawieniem namalowanym na twarzy.

- Tu sprzedają najlepsze shake'i! - rzucił śmiejąc się i pokazując na budynek. Zaśmiałam się głośno. Przeszło mu, co mnie bardzo ucieszyło. Tak naprawdę nie obchodziło mnie gdzie jesteśmy. Liczyło się tylko to, że jestem z nim. Wkurzał mnie milion razy na minutę, ale mimo tego nie miałam go dość. - A więc panna Causser je fastfoody? - powiedział zajadając się frytkami.

- Owszem. Czy widzisz tu jakiś problem? - powiedziałam zawadiacko.

- Bingo. Widzę ich wiele, ale opowiem ci o nich potem... - szepnął mrugając do mnie. Na moje policzki wkradł się rumieniec.

- Nienawidzę cię!

- Czy to moja wina, że właśnie tak na ciebie działam? - wziął łyk shake'a.

- Zamknij się już, proszę. - zachichotałam i kopnęłam go w nogę pod stolikiem.

- Ał! Terri! - krzyknął, jakby obrażony.

- Myślałeś, że tego nie zrobię? - uniosłam brew. - Jeszcze mnie nie znasz, Bieber. - rzuciłam swój cwaniacki uśmiech.

- Poznam przy najbliższej okazji. - ukazał rząd swoich białych zębów. Czy on musiał mieć zawsze niestosowne myśli? Ugh, nienawidzę tego. Siedzieliśmy tam jeszcze może z pół godziny, a potem znowu ruszyliśmy w podróż... Trwała ona jednak dużo krócej, niż poprzednia.

- Chcę ci coś pokazać. Coś pięknego. - powiedział, łapiąc mnie za dłonie. - Ale musisz zakryć oczy. 

- Co takiego?! Oj, nie Justin. Wybacz, ale... - przerwał mi.

- Nie ufasz mi?

- Uhm, ufam.

- Więc zawiąż sobie oczy, skarbie. - posłał mi uspokajający uśmiech.

- Oczywiście... - wyjęczałam i zawiązałam chustę na oczy. Prowadził mnie ostrożnie, trzymając cały czas w talii. W końcu doszliśmy do miejsca. Usłyszałam szum. Justin rozwiązał mi delikatnie chustkę i moim oczom ukazał się widok małego, niebieskiego jeziorka, z niewielką plażą. To było przepiękne.

- Coś wspaniałego! - rzuciłam w zachwycie. Wtedy Justin oplótł swoje ręce wokół mojej talii i oparł swoją głowę na mojej. Położyłam swoje dłonie na jego i staliśmy tak po prostu w ciszy. 

- Jesteś pierwszą osobą, której to pokazałem. - szepnął mi do ucha.

- Dziękuję. - obróciłam się. Wtedy on pochylił się i złączył moje usta z jego. Złapał mnie za uda i uniósł, a ja owinęłam swoje nogi wokół jego talii. Moje ręce spoczywały na jego karku. Przewróciłam głowę, aby dać mu lepszy dostęp. Wtedy postanowiłam zrobić coś, nad czym nie zastanawiałam się długo. Puściłam jego wargi i szybko liznęłam czubek jego nosa. Wywinęłam się z jego silnych objęć i wystawiłam mu język.

- Nie przemyślałaś tego! - krzyknął rozbawiony i zaczął mnie gonić. Ściągnęłam szybko buty i biegłam wzdłuż brzegu. Justinowi nie zajęło dużo czasu dogonienie mnie, bo zaraz już mnie miał. Złapał mnie od tyłu za talię i obkręcił jak małe dziecko. Zaśmiałam się. Następnie razem upadliśmy na piasek. Justin złapał moje ręce i umieścił nade mną, trzymając je tam mocno.

- Nie wiesz, co właśnie zrobiłaś. - powiedział, z łobuzerskim uśmiechem. Wiedział, że mam straszne gilgotki, więc zaczął mnie wszędzie gilgotać. Dosłownie wszędzie!

- J-jjustin! Prze-przestań! Proszę! - nie mogłam przestać się śmiać.

- Powiedz "Przepraszam Justin, nie chciałam tego zrobić". - dał mi rozkaz, śmiejąc się przy tym.

- N-nnie!

- Powiedz "Przepraszam Justin"! 

- Nie! - śmiałam się coraz bardziej, a on nadal nie przestawał. Wymiękłam. - Prze-przepraszam Ju-justin! Przestań, pro-proszę! 

- I nie można było tak od razu? - puścił mnie, a na jego twarzy pojawił się głupi uśmieszek.

- Nie można było. - wystawiłam mu język.

- Wiedz, że będziesz tak ulegać w wielu kwestiach, kochanie. - powiedział, zbliżając się do mnie i składając na moich ustach namiętny pocałunek. Nie narzekając, oddałam mu go.

 

-------------------------------------------


witajcie kochani :) co myślicie o rozdziale? Justin i Teranee są coraz bliżej, ale czy tak pięknie będzie już zawsze? Przekonacjcie się sami, czytając kolejny rozdział!

 

+przepraszam, że rozdziały są dodawane rzadko, ale mam teraz masę nauki. :(

 

Dziękuję za odwiedzanie bloga i zachęcam do czytania. 

Next chapter - already soon! CANT WAIT!  

kisski, natix ♥♥

piątek, 21 marca 2014

Rozdział 9

Byłam już u Mii. Zrobiła mi gorącą czekoladę i poszłyśmy do niej na górę.

- Więc opowiadaj, krętaczko. - zaśmiałam się.

- Okej, ale nie bądź zła Terri. - powiedziała niepewnie, ze skrzywioną miną. Bałam się, czym może mnie zaskoczyć. 

 

 

------------------------------------------ 


- Lepiej zacznij mówić, bo już się boję.

- No więc... wczoraj, jak przyjechałyśmy z imprezy, to się rozeszłyśmy prawda? - zapytała, na co kiwnęłam głową. - No i wtedy szłam do domu no i zaczepił mnie jeden chłopak.

- Halo Mia, co to ma do rzeczy? - powiedziałam do niej, lekko zdezorientowana.

- No słuchaj do końca i nie przerywaj mi! - krzyknęła, na co się zaśmiałam pod nosem. - I zaprosiłam go wtedy do domu, bo to był Dylan, czyli ten, z którym tańczyłam przez cały czas na imprezie. No i właśnie... - wtedy wszystko zaczęło mi się układać.

- Nie chcesz mi chyba powiedzieć, że wy... ? - rozszerzyłam oczy w zdziwieniu. Mia wtedy nie odpowiedziała, więc wiedziałam, że to prawda. Oni się ze sobą przespali. - Straciłaś dziewictwo z chłopakiem, którego tak naprawdę nie znasz?! 

- Przestań, Terri... wiem, że popełniłam błąd, nie wiem co robić. 

- Nooo świetnie! Też bym nie wiedziała! Nie mogę uwierzyć, ugh. Zabiję go! - krzyknęłam sfrustrowana. Chodziłam po pokoju w tą i z powrotem z nerwów. - Dobrze, uspokój się. Stało się i już nic nie zrobimy. - usiadłam na łóżku obok Mii i ją przytuliłam. - Będzie w porządku kochanie. - Tak naprawdę nie wiedziałam, jak jej pomóc. Ja nawet nie wiedziałam, czy ona tego żałuje czy też nie! Ale na razie ona musi odpocząć. Gdy tak rozmyślałam, spojrzałam na nią i zobaczyłam, że usnęła w moich objęciach. Pocałowałam jej czubek głowy i powoli wstałam.


Usnęłaś. Gdy się otrząśniesz, daj znać. Jestem z tobą słonko. Bardzo cię kocham, xo!

 

Napisałam jej kartkę z taką treścią i położyłam na jej biurku. Następnie wyszłam z jej domu. Spojrzałam na zegarek - było już po 17! Zasiedziałam się u Mii, a przecież Justin miał być pod moim domem o 17. Zaczęłam iść pospiesznym krokiem. Byłam już przy bramce, gdy nagle ktoś pociągnął mnie za rękę w ciemny zaułek.

- Witaj, ślicznotko. - nie zdążyłam odpowiedzieć, bo wtedy on, czyli Justin przycisnął swoje usta do moich! Co za bezczelny człowiek!

- Co ty wyprawiasz?! Chcesz, żebym dostała zawału?!

- Na mój widok? - powiedział z łobuzerskim uśmiechem.

- Och, nie, nie na twój widok. Naprawdę się przestraszyłam!

- Zrobiłem to, bo ktoś tutaj jest niepunktualny! - wziął mnie za rękę i szliśmy w stronę drzwi.

- Mhhhm, a mogę wiedzieć dlaczego trzymasz moją rękę? - zapytałam rozbawionym głosem.

- Świetnie ci w tych skarpetkach. - powiedział, by zmienić temat. Spojrzałam na swoje nogi i uświadomiłam sobie, że w tym pośpiechu nie ściągnęłam moich ciepłych, domowych skarpet.

- Będziesz coś chciał! - powiedziałam z pogardą w głosie, wystawiając mu język. On się tylko zaśmiał. Byliśmy już pod moim domem. - Chyba nie będziesz tu tak stał? - zapytałam gdy sama już weszłam do wnętrza.

- Hmm, no nie wiem. Jest ktoś? - zapytał z przechyloną głową, pokazując palcem na mój dom.

- A czy to ważne? Ale nie, nie ma. - powiedziałam i nie zdążyłam nic innego zrobić, bo wtedy Justin złapał mnie i wziął na ręce "jak pannę młodą". Kopniakiem zamknął wejściowe drzwi i pospiesznie ściągnął buty. - Co ty robisz?! Justin puść mnie! - krzyczałam śmiejąc się. Wbiegł tak ze mną po schodach.

- Dopiero wtedy, gdy tamto odwołasz... - zatrzymał się.

- Ale co odwołam?

- Wystawiłaś mi wtedy język jędzo! - rzucił rozbawionym głosem.

- Jędzo?! Och, na pewno tego nie odwołam. - gadaliśmy tak, a ja ciągle byłam na jego rękach. - Puść mnie noo! - w tym momencie rzucił się razem ze mną na łóżko. Zaśmiałam się, bo to było zabawne. - Jesteś niemożliwy. - powiedziałam do niego z uśmiechem na twarzy. On leżał na plecach, patrząc się na mnie, a ja na brzuchu, oparta na łokciach.

- I właśnie za to dasz mi całusa. - odpowiedział oblizując usta. Przybliżyłam się do jego twarzy, aby zrobić mu nadzieję, że będzie to długi i namiętny pocałunek, jednak szybko cmoknęłam go w usta i wróciłam do dawnej pozycji. - Tak się nie bawimy skarbie... - złapał moje ręce i położył je nad moją głową, nadal je trzymając. Pochylił się nade mną, popatrzył mi w oczy. Z uśmiechem zbliżył się i nasze gorące usta się złączyły. Pocałunek z minuty na minutę robił się coraz głębszy. Justin złapał jedną dłonią moją twarz, a drugą trzymał na moim biodrze. Zjechał swoimi ustami na moją szyję, ssąc ja i gryząc, a z moich ust wydobył się cichy jęk. Składał czułe pocałunki na mojej skórze, od linii szczęki aż po obojczyki. Wrócił wargami na moje usta, gdzie poprosił o pozwolenie. Bez wahania mu je dałam. Nasze języki rozpoczęły kolejną bitwę, gdy nagle usłyszeliśmy otwieranie wejściowych drzwi.

- Wróciłyśmy! Jest tu kto? - krzyknęła moja mama. Była z nią też Savannah, ponieważ słyszałam ich cichą rozmowę.

- Tak, tak. Jestem. - rzuciłam szybko, wstając i prostując swoje ubrania. Podeszłam do lustra, aby sprawdzić mój wygląd, który przypominał, jakbym przed chwilą skończyła uprawiać seks. - Idź, szybko! - szepnęłam do Justina, pchając go do mojej małej łazienki w pokoju. - Siedź i się nie odzywaj! - powiedziałam, kładąc palec na moich ustach.

- Oczywiście... - usłyszałam jeszcze jego jęki, gdy już zamknęłam drzwi. Zaśmiałam się, bo czasem był strasznym marudą.

- Dzień dobry, córeczko. - powiedziała moja mama, wchodząc do mojego pokoju z uśmiechem.

- Witaj mamo. - odpowiedziałam, wtórując jej uśmiech. 

- Terri... hmmm, czy tu nie było jakiegoś przystojniaka? - zapytała mnie, wąchając powietrze. Walnęłam się w myślach w głowę. Czy ten kretyn musiał się tak wypsikać?

- Och, skądże mamo. Tylko ci się wydaje. Josh tu był, bo chciał ode mnie lekcje. Nic więcej. - Josh to mój przyjaciel z klasy. Musiałam go w to wplątać, nie było innego wyjścia. Nagle w łazience coś spadło.

- Teranee, kto tam jest? - wskazała głową na drzwi łazienki.

- Okno jest tam otwarte, pewnie spadła pasta do zębów, czy coś. Idę to sprawdzić i przy okazji się wyszykuję, bo za chwilę wychodzę. - nadal kłamałam moją mamę, a ona to łatwo kupowała. Zaśmiałam się z mojej zdolności.

- Oczywiście. - powiedziała i pocałowała moją głowę. Następnie wyszła z pokoju.

- Ufffff, jakie szczęście.- powiedziałam, otwierając drzwi łazienki, z której wyszedł Justin.

- Jesteś niezła w kłamaniu, Księżniczko. - mrugnął do mnie. 

- Czy ty musiałeś się tak wypsikać?! - zapytałam wkurzona.

- Nie udawaj, że ci się to nie podoba. - rzucił oblizując usta.

- Niestety, nie mogę... - powiedziałam ciszej, żeby tego nie usłyszał.

- Słyszałem, skarbie. - podszedł do mnie od tyłu, łapiąc mnie w talii i dał buziaka w policzek. - Czekam na dole. Masz 5 minut! - krzyknął otwierając okno i zjeżdżając po metalowej rurze. Wyglądał dziś cholernie dobrze i musiałam zrobić tak, aby zwrócił na mnie swoją uwagę.


------------------------------------


dzień dobry! kto nie w szkole? :) mwahahaha.

 

Rozdział niesprawdzany, dodany na szybko, dla was! Oceniajcie kochani. 

I dziękuję za 3 komentarze pod poprzednim rozdziałem - tu też na was liczę!

#muchlove NATALA :)



 

czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 8

  Ważna notka pod rozdziałem.

 

- Tęskniłaś? - powiedziałem, łobuzersko się uśmiechając. Oparłem się o pień drzewa, z rękami w kieszeniach i wpatrywałem się w nią. Ona jednak nawet się nie odezwała, tylko odwróciła się i kierowała z powrotem do drzwi. Wskoczyłem na bramkę i przeskoczyłem ją, a następnie znalazłem się przed Terri.

 

 

---------------------------

 

 - Zaczekaj. - powiedziałem spokojnie.

- Na co mam czekać? Na ciebie? Znikającego i pojawiającego się królewicza? - prychnęła i złapała mnie za bark, a następnie przesunęła, chcąc wracać do domu.

- Nie. Przepraszam, nie chciałem wyjść wtedy z klubu, ale... musiałem. - urwałem. - Ja musiałem Terri.

- Niby dlaczego? W domu czeka na ciebie trójka dzieci i żona czy jak?! Nie rozśmieszaj mnie i zejdź mi z drogi. Nie dam się traktować jak rzecz po raz 50-siąty tego wieczoru.

- Nie. Wyszedłem, bo... bo nie mogłem się powstrzymać. 

- Od czego? - zapytała dziwnym głosem, nie wiedząc o co mi chodzi. 

- Od tego. - powiedziałem i złapałem jej twarz dłońmi. Zbliżając się powoli, pochyliłem się. Nasze usta dzieliły milimetry. Spojrzałem jej w oczy prosząc o pozwolenie, na co chyba mi je dała. Zbliżyłem się jeszcze bardziej i w końcu jej pełne, malinowe usta spoczęły na moich. Jej wargi doskonale komponowały się z moimi. Ułożyłem swój język przy jej wargach, prosząc o pozwolenie, którego mi nie dała. Postanowiłem rozegrać to inaczej. Moje ręce zjeżdżały po jej biodrach, aż w końcu spoczęły na jej pośladkach. Ścisnąłem je, na co Terri otworzyła buzię, a ja wykorzystując okazję wepchnąłem tam swój język. Uśmiechnąłem się przez pocałunek, bo było to zabawne rozegranie. Wtedy nasze języki zaczęły walkę. W końcu się od siebie oderwaliśmy.

- Wow... - powiedziałem z uśmiechem, oblizując usta. - Może chciałabyś to powtórzyć? - zapytałem, zabawnie poruszając brwiami.

- Uhmmm myślę, że to wystarczy. - powiedziała, na co spuściła głowę. Zarumieniła się. Oh, tak właśnie działam na kobiety.

- Hej, one są czerwone! - podniosłem jej twarz i wskazałem na jej policzki. Zaśmiałem się.

- Przestań Justin, to żenujące. - powiedziała nadal zawstydzona.

- Za to ty wcale nie byłaś żenująca. Byłaś smaczna... brzoskwinia? - zapytałem się, bo tak właśnie smakowały jej usta.

- Głupek! - krzyknęła, uderzając mnie w klatkę. Mrugnąłem do niej. - Muszę już iść.

- Uhm co?! Myślałem, że spędzimy ze sobą jeszcze trochę czasu. - powiedziałem zawiedzionym głosem.

- Jest dwunasta w nocy, geniuszu. Wszystko jest pozamykane. - zaśmiała się ze mnie.

- Rzeczywiście. - mruknąłem. - Więc zabiorę cię gdzieś innym razem.

- Oczywiście. - odpowiedziała, na co odwróciła się i gotowa była już pójść.

- Ale ja nawet nie mam twojego numeru! - krzyknąłem.

- Ups. - zaśmiała się. - A jak bardzo chcesz go mieć? - zapytała się podnosząc seksownie jedną brew do góry.

- Bardzo? Bardzo, bardzo. 

- Jakoś mnie to nie przekonuje. - zrobiła skrzywioną minę.

- Tak bardzo. - powiedziałem i znowu położyłem swoje usta na jej.

- Heeeej! Nie zapędzaj się! - rzuciła i wyjęła mój telefon z mojej kieszeni jeansów. Obserwowałem ją, na co oddała mi telefon. Spojrzałem na niego, gdzie wyświetlony był numer i podpisany Terri. Pasuje mi to, mam numer tej ślicznotki. - Cześć. - popatrzyła na mnie.

- Nie zapomniałaś czegoś? - powiedziałem jej i zrobiłem "dzióbek z ust".

- Ahh tak. - podeszła i obróciła moją twarz, całując mój policzek. 

- Do zobaczenia, Księżniczko. - mrugnąłem do niej, a ona zniknęła za drzwiami.

 

*** 


Teranee's view:

Obudziłam się przez słońce, które wlatywało przez okna do mojego pokoju. Spojrzałam na budzik - była godzina 8:15. Byłam rannym ptaszkiem. Wstałam i od razu pościeliłam łóżko. Ubrałam luźną bluzkę, odkrywającą kawałek mojego brzucha i dresy. Na głowie zrobiłam luźny koczek. Poszłam do łazienki, gdzie pomalowałam tylko rzęsy i położyłam na twarz puder. Następnie zeszłam na dół i zjadłam śniadanie. Była niedziela, więc niewiele mogłam robić. Miałam się pouczyć, ale niechętnie się do tego zabierałam. 

 

*rozmowa telefoniczna*

 

- Czas wstawać śpiochu! Jest dziesiąta godzina! - krzyknęłam entuzjastycznym głosem do mojej przyjaciółki.

- Uhmm, Terri? Tak, tak, wstaję już. - powiedziała jakby zakłopotana.

- Mia? Co ty do cholery robisz? 

- Ja? Nic, właśnie ścielę łóżko. - powiedziała. - Spotkamy się dzisiaj?

- Tak, wpadnę do ciebie o 13.

- Jasne, czekam.

- Pa wariatko. - zaśmiałam się.

- Hej! - rzuciła na pożegnanie. - Ufff, kupiła to. - usłyszałam jeszcze, bo Mia za późno się rozłączyła.

 

*koniec rozmowy telefonicznej*

 

A więc moja siostra coś przede mną kryje. Traktuję Mię jak siostrę, bo zachowujemy się, jakbyśmy nimi były. Będzie musiała mi wszystko wyjaśnić, gdy do niej przyjdę. Kończyłam właśnie robić zadanie, gdy usłyszałam dźwięk. Spojrzałam na telefon - dostałam wiadomość.

 

Od: Nieznany 

Jak się spało, śliczna?


Uhm, nie wiedziałam kto to. Dopiero potem przypomniałam sobie o Justinie.


Do: Nieznany

Justin, to ty?


Od: Nieznany

Nazywaj mnie jak chcesz, Księżniczko. ;)

Zaśmiałam się. Cholerny flirciarz.


Do: Justin 

Jasne złotko. ;)

Postanowiłam specjalnie tak do niego napisać. Po kilku sekundach otrzymałam odpowiedź.

 

Od: Justin

Podoba mi się ;) Będę dzisiaj u ciebie pod domem o godzinie 17, pasuje?

 

Do: Justin

W porządku, do zobaczenia x


Od: Justin

Nie zapomnij, xx


Och, na pewno nie zapomnę. Jeszcze go dobrze nie znałam, a już zdążyłam się z nim całować! Boże, Terri, co ty najlepszego robisz? 


Byłam już u Mii. Zrobiła mi gorącą czekoladę i poszłyśmy do niej na górę.

- Więc opowiadaj, krętaczko. - zaśmiałam się.

- Okej, ale nie bądź zła Terri. - powiedziała niepewnie, ze skrzywioną miną. Bałam się, czym może mnie zaskoczyć. 


--------------------------

 

cześć, podoba się? 

Słuchajcie. To nie ma sensu. Jeśli nikt tego nie czyta, to nie ma sensu pisania tego opowiadania. Dlatego jeśli nie będzie tu co najmniej 3 komentarzy, przestaję pisać. :( Przykro mi. 

wierzę w was i pozdrawiam. X


 
 

sobota, 8 marca 2014

Rozdział 7

- A nie będzie? - powiedział szczerze, z lekkim uśmiechem. Nie odezwałam się, więc wziął to chyba jako odpowiedź. Spojrzał mi jeszcze głęboko w oczy i tak po prostu odszedł. Moja wiedza na jego temat ograniczała się do znajomości jego imienia i czułam się z tą myślą okropnie.


---------------------------

 

Nie mogę uwierzyć, że on zrobił mi malinkę! Jak on śmiał?! Jeśli jeszcze kiedyś go spotkam, to się policzymy. Przez chwilę wpatrywałam się jak jego postać znika wśród tłumu, a potem sama wyszłam na zewnątrz. Od razu buchnęło we mnie zimne powietrze i na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Pobiegłam jeszcze na sekundę do klubu, bo tam zostawiłam kurtkę i ponownie z niego wyszłam. Postanowiłam poczekać na dziewczyny przy aucie. Sądziłam, że Mia zauważy, że nie ma mnie w klubie i pójdzie mnie szukać na dworze, ale myliłam się. Postanowiłam wysłać do niej sms'a.


Do: Mia

Możemy już wracać? Stoję przy aucie.

 

Kliknęłam 'wyślij' i wiadomość została wysłana. Po jakiś 5 minutach marznięcia spostrzegłam Mię i Savv wychodzące z klubu. Miały dziwne miny, coś jakby się o mnie martwiły. Mi jednak nic nie było. No może tylko jakiś kretyn potraktował mnie jak rzecz... Nieważne. Miałam zamiar o nim zapomnieć i to jeszcze tego wieczoru. 

- Co jest, mała? - podeszła do mnie Mia i złapała mnie za dłoń. - I co ty masz na szyi?! - wskazała na malinkę. Miałam ochotę wybuchnąć śmiechem. Gdyby Savanny nie było z nami, to wszystko bym jej wyjaśniła, jednak nie mogłam sobie na to pozwolić.

- Umm, to? - dotknęłam czerwonego śladu. - Zadrapałam się... był duży tłum i nie było wystarczająco miejsca do tańczenia. Sama nawet nie wiem jak to zrobiłam. - potrząsnęłam głową. -  Wszystko w porządku. - uśmiechnęłam się do niej posyłając jej spojrzenie potem-wszystko-ci-wyjaśnię.

- Ohh dobrze, powiedzmy, że ci wierzę. - powstrzymywała się od śmiechu. Grałyśmy w grę, w której Savannah nie uczestniczyła. Przykro mi siostro... zasady są zasadami. - Prawda Savv? - powiedziała do niej te słowa przepełnione udawaną słodkością.

- Przestań chamie! - szepnęłam niewidzialnie do Mii, śmiejąc się z jej bezczelności.

- Dobrze, już dobrze. - podniosła kąciki ust do góry. - Jedźmy już. - powiedziała i w tym samym momencie odjechałyśmy.


Justin's view:

Na dworze było dosyć zimno. Jednak nie tak zimno, żebym miał jakąś gęsią skórkę czy inne te gówna. Miałem ochotę wrócić do klubu i wpić się w jej usta, jednak tego chyba nie robi się na pierwszym spotkaniu... w sumie to drugim. Musiałem wyjść, bo nie mógłbym się dłużej powstrzymywać. Ona była zbyt seksowna, abym tylko stał i się na nią patrzył. Ale nie zamierzałem jej tak zostawić. Miałem plan. Poszedłem do swojego auta i czekałem aż ona i jej zwariowana przyjaciółka wsiądą do swojego samochodu i odjadą, a wtedy ja... jakby to ładnie powiedzieć, hmmm. Będę jechał za nimi. Tylko był jeden problem - Dylan. Kurwa, po co ja go tu brałem? Zaśmiałem się z mojej przyjacielskości. 


Do: Dylan

Ruszaj dupę i chodź do auta. Masz minutę!


Wysłałem do niego tą wiadomość najszybciej jak się dało, bo zauważyłem że Teranee wychodzi z klubu. Po chwili doszła do niej Mia i jakaś laska. Nie miałem pojęcia kim ona była, ale była gorąca. Za młoda na matkę, za stara na jej koleżankę. Gdy miałem zostawić tego idiotę samego w klubie, nagle drzwi się otworzyły.

- Wolniej się nie dało?

- Wyluzuj, stary. I tak nawet nie wiem o co w tym wszystkim chodzi. - powiedział do mnie Dylan, z wzrokiem mówiącym nie-ogarniam-już-od-roku. 

- Jedziemy za Terri. I jej przyjaciółką... no i jakąś laską. Nieważne. Muszę ją jeszcze dzisiaj zobaczyć. - rzuciłem szybko do Dylana, na co już nie odpowiedział. Jechaliśmy za autem dziewczyn, aż w końcu się zatrzymały. To znak, że to jest to miejsce - dom Teranee. Zaparkowaliśmy w jakimś zaułku i obserwowaliśmy je. Najpierw wysiadła ta nieznana laska i popędziła od razu do domu. Następnie Mia, a potem dopiero Teranee, która wyglądała na żywego trupa. Nie wiem co jej było, ale wiem, że będę musiał jej poprawić humor. Wyglądała na wkurzoną i to pewnie na mnie. 

- Ej, to laska, z którą dzisiaj przetańczyłem większość wieczoru! - powiedział podekscytowany Dylan wskazując w stronę dziewczyn.

- Która?

- No ta najładniejsza. - powiedział ze zwycięskim uśmiechem.

- Zauroczyłeś się kretynie? - zaśmiałem się, przygaszając go i tym samym klepiąc go po plecach. - Sory, ale ona nie jest najładniejsza w tym towarzystwie. - odpowiedziałem, wiedząc która tak naprawdę jest z nich najładniejsza.

- Gówno prawda. - rzucił i wyszedł. Poszedł za Mią! Ja pierdole, pewnie jeszcze dzisiaj ją zaliczy. Teraz była kolej na mnie. Teranee już dawno weszła do wnętrza, więc mogłem zacząć działać. Wyszedłem z auta i podszedłem pod okno, zgadując że było jej. Trafny strzał. W pokoju stała Terri rozbierająca się z wyjściowych ubrań. Niezłe widoki... nie powiem. Wziąłem w rękę drobny kamyk i rzuciłem wprost w szybę. Nic. Wziąłem kolejny i zrobiłem to samo. Zero reakcji. Postanowiłem zrobić coś lepszego. Wziąłem kawałek kartki, którą miałem przypadkowo w kieszeni i długopis.


Wyjdź na zewnątrz. x

 

Zwinąłem ją i najpierw rzuciłem kamyk, a potem karteczkę. Schowałem się i usłyszałem otwieranie balkonu. Następnie jakieś gadanie - Terri przeczytała kartkę, a następnie to skomentowała. Zaśmiałem się. Ładnie mnie nazwała... palant. Chyba nie najgorzej? Czekałem pod bramką. W końcu w drzwiach pojawiła się postać. Teranee szła do bramki wolnym i niepewnym krokiem.

- Tęskniłaś? - powiedziałem, łobuzersko się uśmiechając. Oparłem się o pień drzewa, z rękami w kieszeniach i wpatrywałem się w nią. Ona jednak nawet się nie odezwała, tylko odwróciła się i kierowała z powrotem do drzwi. Wskoczyłem na bramkę i przeskoczyłem ją, a następnie znalazłem się przed Terri.


---------------------------


mkjiihuyfgte, jenyyyy! Jak oceniacie rozdział? 

czytacie = komentujecie misie :)

Obiecuję, że będzie coraz ciekawiej... pozdrawiam! 

 

 

 

 Jejuś nasz Justin już tydzień temu skończył 20 lat... :')#StillKidrauhl

 

 

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 6

  CZYTASZ = KOMENTUJESZ!

 

- I nie obchodzi cię żaden doktorek ani LASKA LEŻĄCA NA TYM ŁÓŻKU? - na te słowa nałożyłam nacisk. Złączyłam swoje wargi i intensywnie patrzyłam na to, jaki był zdziwiony. 


-------------------------------------

 

- O czym ty mówisz? - zmarszczył brwi i nadal na mnie patrzył. Chyba nie skumał.

- No nie mów, że nie pamiętasz... - powiedziałam zabawnym tonem, trochę drwiącym z jego niepamięci.

- To.. to ty? - w końcu zapytał.

- Umm, nie... to tylko moja babcia. - odpowiedziałam zirytowanym głosem. Ten koleś zaczynał mnie wkurzać.

- Chciałem się tylko upewnić, bo wiesz... już na tym łóżku szpitalnym wyglądałaś seksownie. - posłał mi łobuzerski uśmieszek.

- Dupek. - warknęłam.

- Ohh, nie udawaj, że nie podobają ci się takie komplementy. - nadal ciągnął, a jego głupkowaty uśmiech nie znikał z jego twarzy.

- Cokolwiek pomoże ci w nocy spać!

- Tak w ogóle... - spojrzał na mnie ponownie, wyciągając rękę. - Jestem Justin.

- Teranee. - podałam mu rękę.

- Myślę, że fajnie spędzimy tą noc. - powiedział na koniec rozmowy, szturchając mnie w bok. - Na pewno będzie fajnie. - dodał, kiwając głową w upewnieniu. Wtedy wziął mnie za rękę i zaciągnął na parkiet. Nawet się nie stawiałam, bo wiedziałam, że nie dam rady. Był dobrze zbudowany i świetnie wyglądał - to muszę przyznać. Tańczyliśmy tak długo, że moje nogi w końcu zaczęły się pode mną uginać. Wygłupialiśmy się, wywijaliśmy, podnosił mnie, po czym z powrotem stawiał, tańczyliśmy seksownie, zwariowanie i nie wiem jak jeszcze. Jednym słowem to było mega dzikie! Ale nie powiem, że mi się nie podobało...

- Hmmmm. Czy ktoś tu poznał kogoś fajnego? - podeszła do mnie Mia, gdy usiadłam przy barze.

- Można tak powiedzieć. - wystawiłam jej język.

- Dobrze, dobrze, już nie przeszkadzam. - powiedziała, gdy zauważyła, że Justin zbliżał się do nas. - Pilnuj się złotko, nie chcemy niechcianej ciąży. - szepnęła mi do ucha, gdy odchodziła.

- Nienawidzę cię! - krzyknęłam do niej. Ona się odwróciła i wysłała mi buziaka. Zaśmiałam się i spojrzałam na Justina, który stał i przyglądał się temu wszystkiemu.

- Czemu się tak przyglądasz? - powiedziałam do niego z zaciekawieniem w oczach.

- Jesteście nienormalne. - odpowiedział, śmiejąc się lekko.

- Co ty właśnie powiedziałeś? - zmrużyłam zabawnie oczy i udawałam wkurzoną.

- Że jesteście nienormalne. NIENORMALNE! Przeliterować? - mówił odważnie, bo wiedział że nie mam wystarczająco siły, aby cokolwiek mu zrobić. Patrzył na mnie jak na głupią i się śmiał.

- Przesadziłeś. - zeszłam ze stołka i odeszłam od niego. Był bezczelny.

- Hej, hej, hej! Gdzie ty się wybierasz? - odeszłam od niego może na 5 kroków, a on już stał przede mną.

- Daleko od ciebie! 

- Nie ma takiej opcji. Nie puszczę cię. - złapał mnie w talii i tak po prostu trzymał.

- Boże, przestań odstawiać tu jakieś dramaty miłosne i po prostu mnie puść. - powiedziałam i przewróciłam oczami.

- Nie rób tego. - puścił mnie i srogo powiedział.

- Czego? - zapytałam, bo naprawdę nie wiedziałam o co mu tym razem chodzi. Po jego zimnym spojrzeniu zrozumiałam. - Ahhh, tego? - ponownie przewróciłam oczami. Tak, o to mu chodziło.

- Powiedziałem, żebyś tego kurwa nie robiła! - niemal krzyknął i złapał mnie w nadgarstkach. To sprawiało mi ból.

- Bo co? Bo zwiążesz mi ręce i nogi i uprowadzisz? - zapytałam odważnie. - Puść mnie, to boli Justin. - powiedziałam, co sprawiło, że od razu puścił. 

- Nie. Po prostu następnym razem tego nie rób.

- A skąd taka pewność, że będzie następny raz? - zapytałam go, bo w sumie taka była prawda. Wydawało mi się, że była to jednorazowa przygoda imprezowa. On jednak chciał inaczej, bo wtedy zrobił coś nieoczekiwanego. Podszedł do mnie i w tym samym momencie poczułam jego gorące usta na mojej szyi. Jego ręce oplotły moją twarz. Jego wargi pocałowały moją szyję, a następnie jego język zostawił tam ślad. Potem poczułam tylko ssanie kawałka mojej skóry. Wiedziałam już, że celowo chciał zostawić tam malinkę. Po zakończonej robocie oderwał się ode mnie i spojrzał mi w oczy.

- A nie będzie? - powiedział szczerze, z lekkim uśmiechem. Nie odezwałam się, więc wziął to chyba jako odpowiedź. Spojrzał mi jeszcze głęboko w oczy i odszedł. Moja wiedza na jego temat ograniczała się do znajomości jego imienia i czułam się z tą myślą okropnie.


---------------------------

 

  Jak obiecałam - są komentarze, jest rozdział :)

ooooo, dzieje się! no co myślicie?! Czy Justin na pewno odszedł... tak bez niczego? Już wkrótce ciąg dalszy!

Jeśli czytacie rozdział, to go skomentujcie, proszę ♥ - natq